Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dean. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dean. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 kwietnia 2016

Od Dean'a (CD Yanan): Dzień, jak każdy inny...

Mieliście kiedyś takie (jak się później okazuje- złudne) wrażenie podczas chociażby gry karcianej, w której to zdawało wam się, iż zdobyliście najlepsze karty i nie tylko od dłuższego czasu prowadzicie podczas rozgrywanej partii, ale też uda wam się ją błyskawicznie wygrać? I to jeszcze w wielkim stylu, tak, aby przeciwnik poniósł jak największe straty, zaś korzyści z twej wygranej byłyby jak największe? Chyba każdy z nas choć raz był całkowicie pewien swego zwycięstwa, albo chociażby uniknięcia porażki.
Niestety, czasem trafiamy na dobrego, godnego siebie przeciwnika (a czasem nawet i lepszego), z którym pojedynki nie są już dziecinnie proste. W takiej sytuacji najlepszym wyjściem, zdaje się, byłoby wycofanie się z rozgrywanej tury, bądź przegranie, ponosząc przy tym jak najmniejsze straty z możliwych. Niestety, czasem przeciwnik ukrywa asa, starannie chowanego w rękawie, zgrywając kogoś niepozornego i zupełnie niegroźnego. Zupełnie, jakby chciał zasiać w drugiej osobie ziarenko bezgranicznej pewności siebie i swego zwycięstwa, przy czym tak naprawdę od początku pociąga za sznurki, manipulując przeciwnikiem, obserwując jego porażkę i to, jak nieświadomy niczego powoli stacza się w dół..
W tamtym momencie, Dean poczuł się jak jedna z marionetek lalkarki.
No dobra, może mój wcześniejszy opis był trochę przesadzony, a przynajmniej w stosunku do obecnej sytuacji. Owszem, czuł się tak, jakby rozgrywał zwycięską partię warcabów, pod koniec której przeciwnik ze złośliwym uśmiechem na ustach obrócił szachownicę o sto osiemdziesiąt stopni, zamieniając tym samym wszystkie pionki i pozycję ich właścicieli. Tak, ten opis pasuje tutaj znacznie lepiej. Nie sądzę bowiem, aby bycie wciągniętym w jakąś robotę było porównywalne z powolnym staczaniem się w dół (w końcu praca była legalna, więc właściwie było chyba na odwrót), jednak sam fakt, iż został w to wszystko podle i zupełnie nieświadomie wciągnięty sprawiał, że chłopak poczuł się tak, jakby ktoś z całej siły przyłożył mu pięścią w brzuch. Ech… i znów przesadziłam z opisem, co? No tak, ciągle zapominam, że przecież mamy do czynienia z Dean’em, co automatycznie oznacza, że likantrop nie tylko nie przejmował się zaistniałą sytuacją (a przynajmniej nie bardziej, niż było to konieczne), ale mógł postarać się znaleźć jej dobre strony. Właściwie to jedyną, jaka od razu przyszła mu do głowy było bliższe poznanie Płomyczka. Dawno się z nikim nie sprzeczał, a dziewczyna, która udaje, że podpala cudze płaszcze i bez ostrzeżenia ścina sobie włosy na środku uliczki z pewnością może okazać się ciekawą osobą.
Poza tym, nie miał zamiaru zapomnieć jej tego, że wciągnęła go w robotę. Właściwie to nie był za to zły, czy coś… szczerze wątpię, aby ktoś taki jak on był w stanie potraktować cokolwiek poważnie, jednak o honor musiał dbać. Poza tym, to on zawsze manipulował innymi, będąc o krok przed resztą, nie na odwrót i bardzo nie lubił, gdy ktoś kradł mu asa z rękawa. Złośliwości złośliwościami, ale jeśli na nią nie odpowie, będzie to oznaczało jego osobistą porażkę. Jedyną rzeczą, jakiej potrzebował, był tylko właściwy moment…
- Od tej strony Cię nie znałem.- chłopak odparł po chwili milczenia, kręcąc głową w geście udawanego zaskoczenia. W odpowiedzi otrzymał kpiące spojrzenie szarych oczu dziewczyny, nad którymi odrobinę uniosły się czarne brwi. Jej mina jasno dawała do zrozumienia, iż zastanawia się, czy dalsza wypowiedź likantropa będzie przepełniona ironią, czy doszczętną kpiną. A może jednym i drugim?- Zawiązujesz przyjaźń z pierwszymi napotkanymi osobami, a później wrabiasz takich niewinnych ludzi i zmuszasz do pracy? Do czego ten świat zmierza…- Dean znów pokiwał głową, jakby zawiedziony, choć ton jego wypowiedzi świadczył o czymś zupełnie innym. A więc, jednak opcja numer trzy: ironia i kpina w jednym.
Ciemnowłosa aż się zagapiła, gdy przyglądała się likantropowi, najwyraźniej nie wiedząc która część wypowiedzi chłopaka powinna ją najbardziej rozbawić i przyprawić o ironiczny śmiech. Po chwili zamrugała oczami, zupełnie jakby właśnie otrząsnęła się z transu i parsknęła śmiechem.
-Jaką znowu „przyjaźń”? Że niby my?!- w tym momencie kobieta aż złapała się za brzuch.- I mam rozumieć, że jesteś jednym z przedstawicieli tych niewinnych i uczciwych obywateli, tak?- zapytała, wciąż nie przestając się śmiać, zaś na koniec teatralnie otarła sobie łzę przy oku.
Widząc reakcję nieznajomej, Dean nie potrafił się powstrzymać od uśmiechu.
-Skończyłaś już pokładać się na chodniku?- rzucił w stronę ciemnowłosej dziewczyny, jednak w odpowiedzi otrzymał tylko kolejną salwę śmiechu.
Nie skomentował tego wszystkiego, choć uwierzcie mi, miał na to wielką ochotę. Po prostu bez słowa ruszył przed siebie, podobnie jak dwie dziewczyny. Przez jakiś czas żadne z nich nie odezwało się ani słowem, choć wyczulonym na nawet najcichszy dźwięk uszom Dean’a nie umknął cichy śmiech, który co jakiś czas wydobywał się z gardła dziewczyny. Chłopak po prostu szedł, patrząc ni to przed siebie, ni to pod nogi, ni w niebo. Prawa noga, lewa noga, prawa noga, lewa noga, prawa, lewa i tak na zmianę, bez przerwy. Żadne z nich nawet nie spostrzegło, kiedy zaczęli iść całą trójką w jednym, tym samym kierunku.
- Na czym konkretnie polegałaby ta praca?- Lunatyk rzucił, jakby od niechcenia, choć w rzeczywistości budziła się w nim ogromna ciekawość. Najwyraźniej nie umknęło to szarookiej, która posłała wilkołakowi zbójecki uśmiech.
- Jak to na czym? Przecież Ci mówiłam.
- Jedynie uznałaś, że mam rękę do zwierząt… W cyrku na pewno pracować nie będę, jeśli to miałaś na myśli.- chłopak włożył ręce do kieszeni płaszcza.
- Och, doprawdy?- usta Płomyczka ozdobił diaboliczny grymas.- A mi się wydaje, że to byłaby robota wprost s t w o r z o n a dla Ciebie.
Chłopak odwzajemnił złośliwy uśmiech.
- Ach tak? Sądząc po Twoich ognistych sztuczkach, również nadawałabyś się tam bez problemu.
- Tak uważasz?- spytała brunetka, choć ton, jakim zadała pytanie, wyraźnie ostrzegał przed udzieleniem odpowiedzi.
- Myślę, że trupa przyjęłaby Cię w pierwszej kolejności.- Dean rzucił w stronę dziewczyny zaledwie szybkie spojrzenie, a już w tak krótkim czasie dosięgło go mordercze spojrzenie, posyłane w jego stronę przez parę burzowych oczu.
- A ja myślę, że się nie doceniasz. Takich jak ty przyjmują bez zastanowienia.- ciemnowłosa rzuciła po chwili ciszy, nie spuszczając oczu z likantropa, wiąż wyczekując jego reakcji.
- Wiesz to z doświadczenia?- odpowiedź od razu cisnęła się Dean’owi na usta, więc odparował niemalże bez zastanowienia, posyłając dziewczynie jeden z najpodlejszych uśmiechów.
Kobieta nawet nie myślała, by choć chwilę pozostać mu dłużna, gdyż ani na moment nie przestała taksować Lunatyka rządnym mordu spojrzeniem, które bez problemu zdolne byłoby do powalenia całego legionu uzbrojonych po zęby żołnierzy. W takiej sytuacji ciężko jednoznacznie rzec, czy Dean był po prostu bardziej odporny na zabijanie wzrokiem, czy to tutejsi wojownicy byli wyjątkowo słabi. A może w grę wchodziło najzwyklejsze w świecie szczęście, które już nie raz ratowało Lunatykowi jego wilczą skórę?
Nagle do uszu dwójki wędrowców dotarł śmiech, przyciszony zupełnie tak, jakby jego właścicielka za wszelką cenę próbowała go stłumić, jednak bez większych efektów. Obydwoje, jak jeden mąż, odwrócili się w tym samym czasie, zwracając twarz w stronę źródła owego chichotu. Co ciekawe, był to nikt inny, jak młodsza siostra Płomyczka, która nie tylko stała dobre kilka metrów przed nimi, czekając aż dwójka najzłośliwszych osób w całym Seano postanowi się ruszyć, ale najwyraźniej od dłuższego czasu przysłuchiwała się ich wymianie zdań. Najwyraźniej właśnie to sprawiło, że zaczęła się śmiać… i jeszcze…
- Zabawnie razem wyglądacie.- zauważyła Dinayah i niczym prawdziwa dama, śmiejąc się, zakryła usta drobną dłonią.
Oboje, likantrop i Yanan popatrzyli po sobie, po czym gwałtownie odskoczyli od siebie, jak oparzeni. Unieśli przy tym obie dłonie, jakby tym gestem tłumaczyli: „Ja jej nie znam!”, lub: „Pierwszy raz widzę go na oczy!”. Jednak po chwili niezręcznej ciszy, każde z nich parsknęło śmiechem. Cała trójka, stojąca tak na środku ulicy w słabym plasku zachodzącego słońca, śmiejąca się z samych siebie, wyglądała trochę jak grupka wariatów. Tylko nieliczni mogli jednak zauważyć, iż dwójka starszych osób, w istocie nie przestała obrzucać się nawzajem rządnym mordu spojrzeniem. Zupełnie, jakby testowali, które z nich padnie trupem jako pierwsze.

 Yanan? Nie ważne jak bardzo bym chciała, w obecnym stanie nie stać mnie na nic bardziej ambitnego XD

środa, 30 grudnia 2015

Od Dean'a- CD Yanan

Mężczyzna zaklął głośno, wściekle wymachując rękoma. Ciężko powiedzieć, czy darł się na ciemnowłosą dziewczynę, zakapturzonego likantropa, czy też na kota, który przed chwilą nasikał mu na buty. No dobra, raczej to ostatnie…
Widząc to wszystko, Dean nie potrafił ukryć złośliwego uśmiechu, tańczącego na jego twarzy. Przyznam że nigdy jakoś specjalnie nie przepadał za kotami (z resztą, z wzajemnością. Dachowce zwykły syczeć za każdym razem, gdy ujrzały tego wilkołaka), ale w tamtym momencie Freys zyskał u niego punkt.
Ciekawe jakby koleś zareagował, gdyby nasikał mu nie na buty, a do nich., pomyślał mimo woli, starając się nie wyobrażać sobie reakcji drugiego likantropa.
~Możemy sprawdzić następnym razem.~ usłyszał w głowie.
Dean zamrugał szybko ze zdziwienia, a gdy zaczął rozglądać się dookoła, jego spojrzenie padło na niebieskie oczy, obserwującego go Freys. To kot gadał w jego głowie?!
-Cholerny…- zaczął Trevor, lecz ciemnowłosa najwyraźniej nie miała zamiaru dać mu dokończyć.
-Wynoś się stąd, Trevor. Głuchy?! Ile razy mam Ci powtarzać?!
Mężczyzna spojrzał na, jak wywnioskował Dean, dawną towarzyszkę, po czym jego (pełen już nienawiści) wzrok padł na młodego likantropa, następnie przesunął się na szarego kota i znów przystał na ciemnowłosej. Mężczyzna uśmiechnął się zawzięcie, jakby do siebie.
-To jeszcze nie koniec, Yanny.- wycedził przez zęby, po czym, jakby nigdy nic, odszedł od straganu.
Wszyscy tak mówią., pomyślał Dean. Mimo wszystko wiedział, że cokolwiek wcześniej łączyło owego Trevor’a z jego nową znajomą, zapewne jeszcze złośliwie zepchnie ich na jedną drogę. Nawet, jeśli dziewczyna bardzo tego nie chciała.
-Miło, że odchodząc, buty zabrały ze sobą truchło.- odezwał się Dean z przekąsem, nie mogąc powstrzymać się od wygłoszenia złośliwej uwagi.
Nowopoznana, słysząc docinkę, przymrużyła oczy i uśmiechnęła się łobuzersko do zakapturzonego chłopaka. Zaraz jednak uśmiech zniknął z jej twarzy, a spojrzenie, jakie mu rzuciła stało się znacznie zimniejsze. Była zła?
-I po co to zrobiłeś?!- rzuciła w jego stronę.
Cóż, choć powszechnie znane są różne powiedzenia i przesądy o braku manier, złych zachowaniach i niskiej inteligencji likantropów, to większość jest zupełnie bezpodstawna. A choć Dean zdecydowanie do głupich nie należał, to w tamtym momencie nie miał bladego pojęcia o co chodzi ciemnowłosej.
-Co zrobiłem?- wypalił, unosząc jedną brew. Kobieta wpatrywała się w chłopaka ze ściągniętymi brwiami, zastanawiając się najwyraźniej, czy on naprawdę za nią nie nadąża, czy tylko takiego udaje. Brunetka parsknęła z niedowierzania.
-Jeszcze tylko brakowało, by obcy facet mnie bronił. Myślisz, że bym sobie nie poradziła?!- acha, a więc o to tu chodziło. O to, że oboje- i on i Trevor wyciągnęli wówczas broń, choć nawet się nie znali.
Chłopak uśmiechnął się odrobinę i pokręcił głową. To nie do końca o to chodziło…
-To nie tak.- odpowiedział, unosząc ręce w obronnym geście.- Wydaje mi się, że już kiedyś go spotkałem… albo kogoś z nim spokrewnionego.
-No i?- brunetka uniosła jedną brew, poganiając tym gestem Dean’a.
-„No i”? Likantropy żyją w grupach… najczęściej w klany łączą się kotołaki, choć niektórym wilkołakom również zdarza się funkcjonować w stadach. Wataha, do której należałem miała do siebie to, że była praktycznie do wszystkich wrogo nastawiona, teraz rozumiesz?
Ciemnowłosa dziewczyna przygryzła jedną wargę, choć zaraz jej usta znów wykrzywiły się w odrobinę złośliwym uśmiechu.
-Należałeś?- zapytała z przekąsem. Dean wywrócił oczami i uśmiechnął się tajemniczo.
-To opowieść na inną okazję.- odpowiedział wymijająco.
Brunetka chyba zdawała sobie sprawę z tego, że żadne z nich już nie wyciągnie od drugiego więcej informacji, dlatego (jakby nigdy nic) odwróciła się na pięcie i odeszła.
-Hej, a ty niby dokąd, co?- odezwał się zakapturzony , zdziwiony takim nagłym gestem nowej „towarzyszki”. Ta tylko odwróciła się w jego stronę, włożyła ręce do kieszeni i wzruszając ramionami odparła wymijająco.
-W jedno miejsce.- No tak, któż by się spodziewał., likantrop pomyślał z przekąsem.

***

Słońce powoli kierowało się ku horyzontowi, dając tym samym znak, że ostatnie godziny dnia powoli dobiegały końca. Niebo, z błękitno-szarych odcieni, zabarwiło się na ogniste barwy czerwieni, pomarańczowego i żółci. Dla wielu ludzi ten moment oznaczał koniec pracy, możliwość powrotu do domu i takim akcentem zakończenie kolejnego dnia. Ale nie dla Dean’a- dla niego prawdziwy dzień właśnie się rozpoczynał. To nie jest tak, że chłopak preferował nocny tryb życia, nic z tych rzeczy… on po prostu nie spał. Nie jako wilk.
Likantrop szedł powoli przed siebie, w jednej ręce trzymając ołówek, w drugiej zeszyt. Nie był może genialnym poetą, ale od czasu do czasu lubił napisać zdanie, czy dwa w skórzanym brulionie. Robił to najczęściej wtedy, gdy nie miał żadnych planów na resztę dnia, lub ciekawszych zajęć niż włóczenie się bez celu. Obecna chwila wydawała się więc jak najbardziej odpowiednia. Bądź co bądź, po to właśnie piszę się i czyta książki, lub wiersze. Dobre czy złe, pomagają oszukać czas.
Nagle do uszu wilkołaka dotarł czyjś głos. Cóż, znajdował się w jednej z uliczek niedaleko targu, nawet jeśli nie były specjalnie zaludnione to usłyszenie tutaj kogoś nie było wielkim odkryciem. Rzecz w tym, że owy głos wydawał mu się dziwnie znajomy. Przez chwilę zdawało mu się, że tylko się przesłyszał… ale czy ktoś o tak wyostrzonym słuchu mógłby się omylić w tak prostej sprawie?
Słysząc znajomy kobiecy głos, Dean zamknął brulion i wraz z ołówkiem schował do kieszeni szarego płaszcza. Przyspieszył odrobinę tempa, tak by móc zobaczyć, czy właścicielka głosu jest tym, kim mu się wydawała. I faktycznie, to była ona.
Na widok dobrze mu znanej niskiej postaci, o ciemnych włosach, na usta Dean’a wkradł się złośliwy uśmiech. Gdy rano odeszli bez słów czuł, że jeszcze przyjdzie im się spotkać, choć nie sądził, że nastąpi to jeszcze tego samego dnia. Poza tym… może w takim razie wypadałoby podać swoje imiona? Bądź co bądź wilkołak, widząc ponownie swą ”towarzyszkę” dalej nazywał ją w myślach Płomyczkiem. Z kolei ona używała wobec niego jakiegoś dziwnego przezwiska, którego nawet nie potrafił powtórzyć… wiedział tylko, że zaczynało się na „A”.
Zakapturzony chłopak już miał podbiec do brunetki, rzucić zapewne jakąś złośliwą uwagę, na którą (o ile dobrze zdążył ją przez ten czas poznać) odpowiedziałaby ciętą ripostą. Coś mu tutaj jednak nie pasowało… skoro słyszał jej głos, to znaczy że Płomyczek nie była sama. Oczywiście równie dobrze mogła mówić sama do siebie, choć Dean z marszu wykreślił tą opcję.
Dopiero teraz dostrzegł dziewczynkę, idącą tuż obok brunetki. Mała mogła mieć około siedmiu, może ośmiu lat, na pewno nie więcej.
Kiedy likantrop podszedł bliżej nich, zauważył jak wiele różni te dwie dziewczyny. Starsza ubierała się jak chłopak. Nosiła też przy pasie ostrza, w tym nóż, bardzo podobny do broni Dean’a (dzięki której, nota bene się poznali). Siedmiolatka natomiast wyglądała jak młoda damulka. Mimo wszystko obie dziewczyny z wyglądu były do siebie całkiem podobne, a Lunatykowi z niewiadomego powodu wydało się to strasznie zabawne. Jeśli te dwie były siostrami, to nie potrafił sobie wyobrazić ich żyjących razem. Choć istniała jeszcze inna możliwość dlaczego wędrowały razem, dziewczyny wcale nie musiały być ze sobą spokrewnione. Znając brunetkę zaledwie kilka godzin, Dean uznał, ze ta mała równie dobrze mogła być jej zakładnikiem. Ale czy wtedy uśmiechałaby się do kobiety? Cóż, sprawdzić mógł to w tylko jeden sposób.
-A więc znów się spotykamy, co Płomyczku?- zwrócił się do znajomej mu postaci.
Ciemnowłosa odwróciła się gwałtownie w jego stronę, po czym spiorunowała go ostrym spojrzeniem. Tak, zdecydowanie nie podobało jej się to przezwisko.

 Yanan? Wybacz, że tyle musiałaś czekać *^*

poniedziałek, 2 listopada 2015

Od Dean’a (CD Yanan): Próba możliwości.

Chłopak uniósł jedną brew i uśmiechnął się do nieznajomej z… pobłażaniem? Zupełnie, jakby chciał przez to powiedzieć: „I co ty próbujesz mi udowodnić?” Rozważał nawet przez chwilę wypowiedzenie tych słów na głos, choć w ostatniej chwili się rozmyślił. I całe szczęście, bo nie byłoby to nic więcej, jak dolewanie oliwy do, już i tak mocno żarzącego się ognia. A zatem nie tylko jej zdolności i sztuczki związane z iluzją, ale i sam charakter przemawiały za jej ognistym… temperamentem. W takim razie określenie jej „Płomyczkiem” było jak najbardziej trafne, jeśli nie odrobinę zbyt łagodne. Nieznajomej chyba nie za bardzo podobało się nowe przezwisko, choć mogła jawnie tego nie okazywać. W innym wypadku Dean dałby sobie z tym spokój, ale teraz…? Teraz ciemnowłosa mogła być pewna, że zyskała nowe imię.
A w dodatku jej słowa. Jak to szło? „A więc sprawdźmy”? Co takiego mieli sprawdzić… na co oboje się porywają? Czym grozi spotkanie się dwóch kuli ognia? Wybuchem, to było pewne. Żadne z nich jednak nie wiedziało czym jest drugie… i co potrafi. A skoro dla Dean’a ostatnie słowa dziewczyny definitywnie brzmiały jak wyzwanie, to przecież mógł z niego skorzystać, nie? Poza tym właśnie oskarżyła go o kradzież i, tym razem wyjątkowo, było to zupełnie bezpodstawne i nieprawdziwe. Całe szczęście, bo po tej chwil „znajomości” tylko głupiec próbowałby zabrać Płomyczkowi cokolwiek, co najeży do niej. Cóż, Dean na pewno nie był głupcem, ale za to bardzo lubił igrać z ogniem.
-Na pewno tego chcesz?- w jego uśmiechu nie było niczego przyjemnego.- Możesz zrobić sobie krzywdę.
Ciemnowłosa nieznajoma zaśmiała się ironicznie, pokazując tym samym co sądzi o jego uwadze, w której bynajmniej nie było ani grama troski. Schyliła się odrobinę i wyjęła z buta sztylet… zaraz, zaraz! Dlaczego wcześniej oskarżyła go o kradzież, skoro przez cały czas miała swój nóż w… bucie?!
-O, proszę! Znalazła się twoja zguba.- zauważył chłopak, pokazując końcówką ostrza nóż, który dziewczyna właśnie trzymała w ręku.
-To nie ten.- oświadczyła, piorunując likantropa spojrzeniem ostrzejszym, niż broń, którą dzierżyła w dłoni.
„ Gdyby spojrzenie mogło zabić, już leżałby trupem.” -pomyślał, a kąciki jego ust lekko uniosły się w górę.
-Skoro masz drugi, to chyba ten pierwszy nie będzie ci potrzebny, prawda?- odparł, podrzucając swój sztylet dla zabawy. Oczywiście, że to była jego broń, był tego absolutnie pewien. To była jedna z niewielu rzeczy, które uczciwie kupił u rzemieślnika, co do tego nie miał żadnych wątpliwości. Ale skoro nieznajoma uważała, że to było jej ostrze… mógł się z nią przez chwilę podroczyć.
-Jeden dla remisu, drugi dla wygranej.- wyjaśniła szybko.
-Doprawdy…? Dwa rzadko są lepsze niż jeden.
-To zależy, czy umiesz się nimi posługiwać.- ton w jakim to powiedziała wydał się Dean’owi odrobinę prowokacyjny. I rzeczywiście był.
-Zawsze możesz sobie jakiś wyczarować.- odparł, przypominając sobie jej sztuczki związane z iluzją… i płonącą peleryną.
-Owszem, mogę.- odpowiedziała, zbliżając się do niego.
On również podszedł kilka kroków bliżej, czujnie przyglądając się swemu przeciwnikowi. Nawet jeśli była to kobieta, to nie mógł jej lekceważyć. Nie wyglądała na stereotypową dziewczynę… do damy to już w ogóle było jej daleko, choć Lunatykowi akurat wcale to nie przeszkadzało.
-Myślę, że działa to na przeciętnego łotrzyka.- zauważył, ważąc broń w dłoni.
-Owszem, działa.
-Żadne z nas nie jest jednak przeciętnym łotrzykiem.
Na twarz dziewczyny wkradł się tajemniczy uśmiech, osoby zadowolonej z siebie i gotowej do walki. Przymrużyła ciemne, jak węgiel oczy, taksując szybkim spojrzeniem swojego przeciwnika, w ułamku sekundy oceniając jego słabe i mocne strony i porównując jego umiejętności do własnych. I charakter. Tak, osobowość również stanowiła tutaj kluczowy element. Sama walka miała dwa etapy, a oprócz posługiwania się bronią, ważne były w niej jeszcze potyczki słowne. O to drugie jednak żadne z nich nie musiało się martwić.
-Nie jest. To widać.- ostatnie słowa wypowiedziała przez zaciśnięte zęby. To był koniec rozmowy… chwilowy koniec.
Ciemnowłosa nieznajoma zaatakowała pierwsza. Rzuciła się ku niemu i w mgnieniu oka znalazła się tuż przy Deanie, który ledwo zdołał wykonać unik. Poruszała się pewnie i szybko… zbyt szybko, jak na przeciętną kobietę. Lunatyk mógł spodziewać się po niej wiele, ale najwyraźniej z początku odrobinę zlekceważył przeciwnika. Nie był pewien, jak ona oceniła jego umiejętności, choć to akurat nie było tak bardzo istotne. Nie miał zamiaru zostać w tyle. Siebie mógł być pewien.
Mężczyzna uskoczył, unikając bliższego spotkania z ostrą bronią. Szybko odwrócił się i wycelował w ramię nieznajomej. Zrobiła unik szybkim obrotem i dwoma skokami oddaliła się odrobinę od Dean’a.
Przez chwilę krążyli wokół siebie, sprawdzając nawzajem swój refleks i umiejętności. Ważąc broń w dłoni, lecz przy tym ani na chwilę żadne z nich nie spuściło swego przeciwnika z oczu. Tym razem to chłopak zaatakował pierwszy, a kobieta zablokowała i odparła kilka szybkich pchnięć. Tylko po to, by zaraz sama ruszyć do ataku i zostać zablokowana przez przeciwnika. Każde z nich posługiwało się podobną bronią, więc mieli bardzo podobną technikę. A świetny refleks obojga w niczym im nie pomagał. To znaczy, z pewnością pomagał im p r z e ż y ć , ale uniemożliwiał w y g r a ć . A przynajmniej nie w tej potyczce. Żadne z nich nie zamierzało jednak zwolnić. Co to, to nie! Przecież nie mogli się poddać, to oznaczałoby ich słabość. Kierowali się dość podobną zasadą: „Przeciwnik musi poddać się pierwszy”. W takim razie oboje mieli mały problem…
 -Zdradzisz mi swoje imię?- spytał, choć oboje nie przestali walczyć.
Dziewczyna uniosła jedną brew i parsknęła ironicznie.
-Pytasz o to w takiej chwili?
-A nie mogę?
-Hm…- nieznajoma zatrzymała się na chwilę i znów otaksowała Dean’a szybkim spojrzeniem, odrobinę mrużąc przy tym oczy.
-Pod warunkiem, że ty najpierw zdradzisz swoje.- słysząc te słowa, mężczyzna zaśmiał się krótko, a na jego twarzy pojawił się tajemniczy grymas.
-W życiu.
-No i masz swoją odpowiedź.- ciemnowłosa odwzajemniła uśmiech.
-A więc pozostaniesz Płomyczkiem.- zauważył, robiąc przy tym niewinną minę. Ta uwaga ani trochę nie spodobała się nieznajomej.
Oboje znów ruszyli do ataku, tym razem w identycznym tempie. Oboje skoczyli w przód, a broń, którą trzymali w dłoniach błysnęła w świetle słońca. „Ciekawe co myślą sobie o nas ci zwykli przechodni”, pomyślał nagle Dean i zaśmiał się w myśli, widząc minę jednej ze starszych kobiet, siedzącej przy swoim straganie. Bądź co bądź, oboje z nieznajomą zakłócali odrobinę porządek i spokój ludzi w otoczeniu. W dodatku, jakby nigdy nic urządzili sobie małą potyczkę na placu targowym. Nie dość, że zabierali sporo wolnego miejsca, to jeszcze mogli przez przypadek kogoś zranić. Ups. Ale czy to powstrzymało któreś z nich? Nic podobnego.
Młoda dziewczyna znów zaatakowała, celując swym sztyletem w jego ramię. Dean odtrącił jej ostrze błyskawicznym ruchem i zablokował cios. Dalsza walka, choć była bardzo krótka, to z pewnością szalona i dynamiczna. Nie brakowało w niej pchnięć, ciosów, ani uników, a co jakiś czas przy uchu można było usłyszeć metaliczny świst ostrza.
W końcu na twarzy Dean’a pojawił się przebiegły, tryumfalny śmiech. Udało mu się zablokować prawą rękę przeciwniczki i przyłożyć nóż do lewego boku, tuż pod ramieniem. Dziewczyna na chwilę zamarła… również z szerokim uśmiechem na ustach.
-Poddajesz się?- spytała wyzywająco.
Likantrop czuł na brzuchu dotknięcie ostrza. Spojrzał się w dół i zobaczył drugą rękę nieznajomej. Tą, która trzymała nóż, którym walczyła dziewczyna zdążył zablokować. Ale drugiej już nie… ale zaraz, zaraz. Czy ona właśnie trzymała przy jego brzuchu igłę?!
-Zamierzasz mnie nią podziurawić?- spytał kpiąco i docisnął sztylet do jej lewego boku.
-A jeśli jest zatruta?- nieznajoma uśmiechnęła się niewinnie, choć w jej ciemnych oczach błysnęły ogniste iskierki. Płomienie.
-Równie dobrze możesz blefować.- zauważył, choć nie była taki pewien swoich słów. Dziewczyna najwyraźniej doskonale wyczuła jego wahanie.
-A chcesz to sprawdzić?
Oboje posłali sobie jadowity uśmiech, a w ślepiach każdego z nich iskrzyło się coś na kształt szaleństwa. Żadne z nich się nie ruszyło. Dean przycisnął swój sztylet nieco mocniej do jej boku.
-Tutaj jest żyła, która biegnie prosto do serca.- wyjaśnił szybko, nie zwalniając uścisku.- Jeśli ją przetnę, krew wyleje się tak szybko, że nawet nie wymyślisz, jak skutecznie mnie przekląć.
Nagrodą za to drobne upokorzenie był widok jej otwartych szeroko oczu ze zdziwienia i zniknięcie z twarzy wyzywającego uśmieszku.
-A zatem remis?- zaproponowała, a słowa te najwyraźniej ledwo przeszły jej przez gardło. Skrzywiła się odrobinę, nie kryjąc rozczarowania.
-Remis.- zgodził się Dean, który również nie był usatysfakcjonowany wynikiem potyczki. No, może po części. Było całkiem zabawnie.
Zabrał nóż, który wcześniej przystawił do lewego boku nieznajomej, a ona również schowała swoją broń. Ciekawe tylko co dalej…?
-A jeśli chodzi o sztylet.- zaczął likantrop i uśmiechnął się odrobinę, wskazując palcem na jeden ze straganów.- To zdaje się, że tamten kot bawi się podobnym…
Na dźwięk tych słów dziewczyna obróciła się nagle i zaraz posłała zwierzakowi mordercze spojrzenie.
-Freys!- warknęła w stronę szarego kocura i, jak torpeda, pognała w stronę straganu.
Dean uśmiechnął się na ten widok i, jakby nigdy nic poszedł za nieznajomą, która właśnie dopadła swojego zwierzaka i zaczęła okrzykiwać pomiotem szatana, oraz złośliwym gremlinem…

 Yanan? A wszystkiemu winne są koty XD

sobota, 31 października 2015

,,A we mnie samym wilki dwa -oblicze dobra, oblicze zła. Walczą ze sobą nieustannie, wygrywa ten, którego karmię."

 Ezio by Ninjatic
Imię: Dean (czyt. Diin)
Nazwisko: A po co ono komu? To tylko czysta formalność.
Pseudonim: Bracia często nazywali go Przypadkiem, Pomyłką, lub Skazańcem… a przynajmniej ci starsi bracia, którzy nie darzyli go zbytnią sympatią. Z resztą, z wzajemnością. I choć większość osób kieruje pod jego adresem obraźliwe epitety, to chłopak dorobił się kilku miłych przezwisk. Jego ulubione to Lunatyk, Surrey, oraz Corvus.
Wiek: 25 lat
Płeć: mężczyzna
Rasa: Choć na pierwszy rzut oka wygląda jak człowiek, to w rzeczywistości jest likantropem, przez co czasem można zaobserwować u niego typowo wilcze zachowanie. Nie zdziwcie się więc, gdy w nocy zacznie wyć do księżyca…
Rodzina: Ma trzech braci, choć tylko z najmłodszym Lorkin’em utrzymuje kontakt. Reszta rodziny mieszka daleko, poza granicami Ellis.
Miłość: Szuka, nie szuka…? Cóż, nawet jeśli, to wątpię by prędko się do tego przyznał.
Aparycja: Dean to wysoki mężczyzna, o wysportowanej sylwetce. Nie jest mięśniakiem, ale za chuchro i słabeusza też nie można go uważać. Ma ciemne, wiecznie rozczochrane włosy i dzikie oczy niemalże tego samego koloru. Jego ciało, a zwłaszcza plecy i ręce, wygląda jak mapa- pokryte są licznymi bliznami, szramami i niezliczoną ilością ran. Najbardziej charakterystyczna z nich znajduje się jednak na twarzy, przechodzi przez wargę i (na jego nieszczęście) bardzo rzuca się w oczy. Większość osób zaczyna z nim rozmowę, poruszając temat tego „zadrapania”, czego Dean po prostu nie znosi. Bardzo często, a zwłaszcza wśród tłumów, zakłada na głowę kaptur. Nie dlatego, by się zamaskować. Raczej po to, by ukryć swoje wilcze uszy i uniknąć gapiów, którzy zwykli ceremonialnie wytykać go palcem. Ale tak to już jest, kiedy likantropy uważa się za gatunek niemalże wymarły. A poza tym, ma przebite uszy, a konkretnie nosi dwa kolczyki w jednym uchu (na górze).
Charakter: Hah, dużo by mówić. Ma dość niezwykły charakter, jeśli chodzi o likantropy. Większość z nich jest raczej spokojna i nieufna w stosunku ludzi, czy innych istot. Ale on…? Ha! Nic podobnego! Dean najprawdopodobniej jest jedną z najbardziej niezależnych, samodzielnych i buntowniczych osób, jakie kiedykolwiek spotkasz na swojej drodze. Lubi mieć własne zdanie na dany temat, często odmienne od innych. Nie omieszka się głośno powiedzieć tego co myśli, starając się nie owijać w bawełnę. Ten chłopak uwielbia przyjmować, a tym bardziej rzucać innych wyzwania prosto w twarz. Jest dzielny, zawzięty i często igra z ogniem. Nie boi się stanąć do walki, nawet z silniejszym i liczniejszym przeciwnikiem. Zawsze, gdy tylko nadarzy się ku temu okazja, Dean jest w stanie dobyć sztyletu i walczyć o swoje. Ten młody wilk bardzo ceni sobie wolność. Między innymi dlatego kocha ocean i wzburzone (jak on sam) wody. Nienawidzi zakazów i wszelkich ograniczeń. Gdy kiedyś przez przypadek natkniecie się na połamaną tabliczkę z napisem „wstęp wzbroniony” to możecie się domyślić kto właśnie przekroczył niedozwolona granicę. Lunatyk jest osobą bardzo inteligentną, sprytną i błyskotliwą. To właśnie jego przebiegłość i umiejętność szybkiego planowania oraz improwizowania sprawiły, że chłopak potrafi zyskać sobie szacunek innych. Dean potrafi być bardzo przekonujący, co w przeszłości wielokrotnie pomagało mu jako kapitanowi okrętów, zwłaszcza podczas bitew morskich. Warto też dodać, że ten przebiegły likantrop uwielbia grać z innymi. Bardzo często podczas zawierania nowych znajomości, testuje i podpuszcza swych kompanów. Bardzo szybko udaje mu się dostrzec słabe i mocne strony innych. Dean jest mężczyzną pełnym wielu sprzeczności. Jeśli kogoś nie lubi, będzie w stosunku do niego powściągliwy, pomocny i posłuszny. Natomiast gdy uzna cię za swojego przyjaciela, zacznie się z tobą sprzeczać, kłócić i wymieniać ostre oraz sarkastyczne uwagi. Takiego chłopaka zdecydowanie lepiej mieć za przyjaciela niż wroga. Kiedy ma dobry humor, uwielbia żartować i spędzać czas z przyjaciółmi. Ale jeśli jest wściekły i ma zły dzień, lepiej nie wchodzić mu w drogę. Znajomi często porównywali go do morza- jednego dnia silne, wzburzone i niebezpieczne, a drugiego spokojne i łagodne. Choć, jeśli mam być szczera, to Dean prawie każdego dnia jest niczym sztorm. Często podpuszcza innych i prowokuje do agresji (nawet jeśli sam do narwańców nie należy). Miewa szalone i bardzo ryzykowne pomysły, przez co wiele osób od razu bierze go za wariata. Bywa bardzo wkurzający i naprawdę ciężko go przegadać. Zawsze trwa przy swoim zdaniu, a większość jego odzywek dostaje tytuł „chamskich i nie na miejscu”. Nienawidzi zbędnych uprzejmości oraz ugrzecznionych rozmów, dlatego też nie licz w jego towarzystwie na komplementy i ciepłe słowa.
Stanowisko: Szpieg, choć kiedyś parał się w kilku nielegalnych zawodach, takich jak piractwo. Teraz wraca do nich znacznie rzadziej, ale wiadomo… czasem wraca.
Przynależność: Seano
Pochodzenie: Urodził się w dalekiej krainie na północy, gdzie nocne niebo zawsze było pokryte milionami gwiazd, a księżyc nigdy nie schodził z nieba.
Broń: Dean nie przepada za długą bronię, taką jak miecz, czy szabla. Podobny stosunek ma też do ciężkich oręży, więc jedynym rozsądnym narzędziem wydaje się nóż. Ale to nie byle jaki! Piękny i doskonale wyważony sztylet, który swym ostrzem bez problemu pozbawi przeciwnika palców, czy dłoni. Dean nigdy się z nim nie rozstaje, choć równie dobrze mógłby walczyć pod postacią wilka (co czasem się zdarza).
Umiejętności: To chyba oczywiste, że skoro jest likantropem to potrafi zmieniać się w wilka, prawda? Nie potrafi jednak tego kontrolować, a przynajmniej nie całkowicie. W dzień bardzo trudno jest mu się przemienić, zwłaszcza podczas słonecznych i upalnych dni. Co innego w nocy. Wtedy bardzo ciężko jest mu zapanować nad „przemianą” i pozostać w ludzkiej formie, choć zdarza mu się pozostać człowiekiem. Niestety, często jest tak, że im dłużej pozostaje w ludzkiej skórze, tym częściej się potem zmienia w wilka, a w gorszych wypadkach jego ludzka postać jest już… no, mniej ludzka (czego efektem są chociażby dzikie, złote oczy i ostre kły). A oprócz tego, całkiem nieźle posługuje się sztyletami. Jest zwinny i wygimnastykowany, a wspinaczka nigdy nie stanowiła dla niego problemu. Lubi oglądać świat z góry. Poza tym pisze wiersze. No dobra, może do wielkich poematów temu daleko, ale kiedy jest naprawdę znudzony, napisze zdanie, lub dwa. Większość swoich „twórczości” zapisuje w skórzanym brulionie, który nosi przy sobie.
PP: 10
Towarzysz:
Wierzchowiec:
Właściciel: Annabeth