Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Revern. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Revern. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 marca 2016

Od Reverna- CD Miry

No i klapa. Cały misterny plan diabli wzięli. Revern nie miał pojęcia co powiedzieć. Zaprzeczanie nie miało sensu. Tłumaczenie w stylu ,,To coś groziło moim palcom!" brzmiałoby po prostu żałośnie. Zmiana tematu też nic nie da.
Wzruszył ramionami.
- Widziałem wiele dziwnych, a nawet strasznych stworzeń, ale takiego jeszcze nie.
Khajitka uśmiechnęła się złośliwie.
- Ciekawam jakież to stwory musiałeś oglądać, że dopiero papuga zrobiła na tobie wrażenie.
Początkowo Clamor zamierzał jej je po prostu wymienić, ale brzmiało by to nadal dziwnie. Nawet Krakers wyglądał groźniej od tego ptaka... Chwila... Krakers.
- Jeden siedzi na zewnątrz.- powiedział wskazując ruchem głowy na drzwi.
Dziewczyna podniosła do góry brwi i spojrzała z zaciekawieniem w tamtą stronę, jakby już wyobrażała sobie kolejne stworzenie z ładnym futrem do tykania. A co mu szkodzi? Tak właściwie to był nawet ciekaw reakcji Miry na łysego, szczuropodobnego potwora. No i może, dzięki temu zapomni o jego ,,papugofobii"? Nieeee... O tym mógł co najwyżej pomarzyć. Ale, jak już wcześniej zostało rzeczone, nic mu to nie szkodziło.
- Mogę ci go pokazać... Oczywiście jeśli zechcesz.- powiedział wzruszając ramionami.
Mira momentalnie zerwała się na równe nogi, tym samym przewracając krzesło. Kilka par oczu powędrowało ku niej, ale nikt nic nie powiedział ani gdy chwyciła papugę w locie, ani gdy chwyciła również Reverna i poprowadziła go w kierunku drzwi. Dopiero na miejscu dotarło do niej, że nie starczy jej rąk by nacisnąć klamkę, więc Clamor zrobił to za nią. Gdy wyszli na zewnątrz wskazał jej palcem na śpiącego smacznie Krakersa. Paskuda głośno chrapała pod wilczą skórą.
 Mira w jednej chwili uwolniła obu więźniów i podbiegła do Lorda Pedzipięty, który przez wrzód na grzebiecie nie zmrużył oka. Uszy Krakersa poruszyły się. Stwór otworzył swe żółte ślepia i odrobinę nieprzytomnie spojrzał na khajiitkę. Po chwili jednak zaprezentował światu swe igłopodobne zęby, zakwiczał i zeskoczył z mumpsa trochę tak, jakby chciał zaatakować natręta. W Mirze odezwał się chyba instynkt samozachowawczy, bo cofnęła się o kilka kroków. Nim Revern zdążył do niej podejść ta już schyliła się i poczochrała potwora po łysej głowie.
 - Całkiem nieźle udajesz groźnego- powiedziała przesuwając palce za uszy Krakersa- Ale jesteś milutki. Jak się nazywa?
Zaskoczenie zwierza niewątpliwie dorównywało zaskoczeniu khajiita. Po raz pierwszy zdarzyło się by ktoś obcy nie uciekł, nie krzyknął, czy choćby nie zaklął na widok Krakersa. A już tym bardziej nigdy nie zdarzyło się by ktoś całkowicie dobrowolnie go dotknął. Revern mimowolnie zaczął się zastanawiać, czy tak samo postąpiłaby z napotkanym nerwcem lub luorem. Podszedł nieco bliżej.
 - Krakers- odparł.
Przez chwilę z lekką konsternacją spoglądał na tę scenę usiłując zrozumieć co się tak właściwie stało.
 - Przyznaję, że jestem pod wrażeniem- stwierdził. Mira jeszcze sekundkę poczochrała zdezorientowanego Krakersa, po czym wyprostowała się i uśmiechnęła szeroko do chłopaka- Jeszcze nikt nie dotknął go dobrowolnie- pokręcił głową- Jesteś albo wyjątkowo odważna, albo wyjątkowo głupia.
Przez ułamek sekundy miał ochotę odgryźć sobie język. Kiedyś przypadkiem powiedział coś takiego i porządnie oberwał po pysku. Przez prawie tydzień miał niewielką opuchliznę na dziąśle. Chociaż w sumie, to nie było znowu takie ,,kiedyś", tylko niecały miesiąc temu, ale mniejsza o to. Mira jednak, zamiast pozbawić go paru zębów, nie przestając się uśmiechać, wzruszyła ramionami.
- Ta pierwsza opcja bardziej mi się podoba, ale nie będę polemizować jeśli uznasz, że jestem głupia.
Revern podrapał się po karku nie za bardzo wiedząc co na to odpowiedzieć. Może lepiej będzie, jeśli już zakończy tę konwersację? Sporo dziwnych rzeczy się wydarzyło w tym krótkim okresie czasu. Dopiero teraz dotarło do niego jak bardzo jest zmęczony. Praktycznie cały dzień spędził w drodze, więc teraz z entuzjazmem przyjmie za równo miękkie, jak i twarde, niewygodne łóżko. Musi się wyspać jeśli ma jutro wyruszyć w dalszą drogę. Jeszcze nawet nie wynajął pokoju, nawet nie zapytał czy w ogóle mają jeszcze jakieś wolne.
- Chyba już pójdę- mruknął- ale jeśli chcesz możesz się jeszcze pobawić z Krakersem.

Mira? Przebacz mi, proszę, tę całą listę rzeczy, których nie chce mi się się wymieniać ;-;

niedziela, 1 listopada 2015

Od Reverna-CD Miry: Diabeł opierzony.

Revern z lekką konsternacją, ale i rozbawieniem spojrzał na palec, a potem na jego właścicielkę. Dziewczynę wyraźnie fascynował jego kolor. Stykał się już z zaskoczeniem i kpinami, ale nigdy z zainteresowaniem i ekscytacją. To była dla niego nowość.
- Tak, są prawdziwe- khajit wzruszył ramionami, ale dopiero gdy zniknął z nich palec jego rozmówczyni.
Widząc jak ta uparcie wpatruje się w każdą widoczną cętkę, Revern zaśmiał się krótko.
- Jeśli mi nie wierzysz to możesz sprawdzić- powiedział nachylając się nad daniem które właśnie otrzymał siedzący obok mężczyzna.
- Gulasz z dzika- szepnął brodacz.
Nim khajit zdążył poprosić o to by zamówił i dla niego do jego uszu dotarło głośne: ,,Serio?!" i szurnięcie potrąconego krzesła. Zanim dotarło do niego co się dzieje Mira mocno uszczypnęła go w cętkę, którą wcześniej dotknęła. Był do tego stopnia zaskoczony, że zapomniał powiedzieć ,,Ał!".
- Niewiarygodne- wyszeptała dziewczyna wodząc palcem po krańcach obiektu badań.
Revern był do tego stopnia zdezorientowany, że chwilowo zatracił jakąkolwiek zdolność komunikowania się. Nie ułatwiła mu tego mała, urocza papuga khajitki, na którą wcześniej nie zwracał uwagi.
- Bekon, bekon, bekon- ,,śpiewała" spacerując po głowie, siedzącego obok, brodacza.
Chłopak potrzebował paru minut by, może nie zrozumieć, ale poukładać sobie całą te sytuację. Mira chyba to zauważyła bo odsunęła się by mu tego dodatkowo nie utrudniać. Czyli ona bada moją sierść, a papuga krzyczy ,,bekon". Wszystko jest w porządku... Co ja wygaduję? W całej tej sytuacji normalny jest tylko gulasz z dzika. Revern mocno potrząsną głową w nadziei, że to jakoś pomoże. W sumie to pomogło, bo rozbolała go łepetyna, a ból odciągał go od bezsensownych rozmyślań.
Nachylił się do brodacza.
- Załatwisz mi gulasz?
Mężczyzna uśmiechnął się, przytaknął i ruszył w stronę gospodarza. Papużka opuściła jego głowę i wylądowała na stole obserwując khajita z lekko przekrzywioną główką. Revern obawiał się najgorszego. A mianowicie okrzyku ,,Bekon!" i szturmu na fortecę jego umysłu. Tymczasem zwierzaczek zrobił coś o wiele gorszego.
- Rozmaryn! Rozmaryn!- krzyczała podskakując w miejscu.
Kupiec przez chwilę wpatrywał się w nią z otwartymi szeroko ustami. To co sobie myślał miał wypisane na twarzy. CO TO, NA BRODĘ MEGO OJCA, MA BYĆ?! Mira chyba zrozumiała przekaz. Nie tylko domyśliła się co chodzi po głowie Revernowi, ale i papudze. Sięgnęła do sakiewki i wyciągnęła z niej jakieś nasiona. Podała kilka wyraźnie uradowanej ptaszynie. Po chwili z promiennym uśmiechem (jakby choćby na chwilę przestała się uśmiechać) wyciągnęła dłoń do chłopaka. Ten początkowo chciał powiedzieć ,,Nie dzięki, wolę nie zbliżać palca do tego czegoś", ale przełamał się i wziął jedno ziarenko. Obejrzał je uważnie usiłując odwlec nieuniknione.
Powstrzymując cisnący się na usta grymas zbliżył palce do papugi. Zwierze chyba wyczuło jego niepewność bo w swej złośliwości skoczyło do przodu, pusząc piórka i cicho skrzecząc, jakby chciało go dziobnąć. Revern odruchowo cofnął rękę gdy tylko papuga chwyciła nasionko. Na wszelki wypadek przeliczył wszystkie palce. Zupełnie zapomniał, że chciał sprawiać inne wrażenie.
Było już jednak za późno. Mira wybuchła śmiechem. I to nie byle jakim. Revern zwykł taki śmiech nazywać perlistym, a mało który za taki uważał. Khajitka miała chyba ochotę skomentować jego lęk przed papugą. Jednak rozmówca postanowił ją ubiec rzucając pierwsze słowa jakie ślina mu na język przyniosła.
- Masz ładny śmiech- powiedział licząc, że tym szczerym komplementem odwróci jej uwagę od tego co przyczyną tegoż zjawiska było.

Mira? Wybacz mi proszę stan tego opka *^*

niedziela, 4 października 2015

Od Reverna

Wszystko na swoim miejscu pomyślałem spoglądając na Salami, Lorda Pędzipiętę i Krakersa obserwujących z góry wodę. Zwróciłem się ku kuli futra na nogach. Vita wyraźnie nie wiedziała co ze sobą zrobić. Dałem jej więc znak ręką by poszła za mną i ruszyłem w stronę zwierząt. Oparłem się o reling. Barka ruszyła. Na okręcie roiło się od wszelkiej maści kupców i zwykłych podróżnych. Przeważały krasnoludy i elfy, reptilian był tylko jeden. Kupcy z krajów powiązanych. Powinienem mieć upoważnienie by handlować w Seano, ale jak to powiedział pewien mądry człowiek ,,łatwiej prosić o przebaczenie niż pozwolenie". A z resztą ojciec wielokrotnie tu przyjeżdżał i handlował bez upoważnienia.
Zerknąłem na Vitę. Jakby pozieleniała na twarzy. Minutę potem zwymiotowała. Chciałbym z nią porozmawiać, ale to chyba nie najlepszy moment. Teraz musi się skupić na zachowaniu wnętrzności na miejscu.

Kiedy dobiliśmy do brzegu poprawiłem płaszcz ze skóry empha i chwyciłem wodzę klaczy. Sprowadziłem ją na stały grunt i obejrzałem się za siebie. Mumps szturchał nosem prowadzącą go Vitę, a za nimi truchtał Krakers. Był widocznie zadowolony, że ktoś chwilowo przejął jego obowiązki. Zaczekałem aż się ze mną zrówna i wsiądzie na zwierze.
- Lord Pędzipięta chyba cię polubił- powiedziałem uśmiechając się szeroko.
Vita wyszczerzyła się.
- Jakby nie patrzeć grzeję mu plecki.
Zaśmiałem się krótko i wskoczyłem na Salami. Krakers chwycił za sznur i poprowadził Lorda. Byłoby to zbędne gdyby nie tłok na gościńcu, gdy jedziemy sami mumps po prostu podąża za koniem, a potworek może spokojnie pobiegać mordując większe lub mniejsze zwierzątka.
Jechaliśmy w ciszy do puki tłum się nie przerzedził.
-  Nie mogę jechać z tobą, prawda?
Spojrzałem na nią przez ramię. Współczuję jej, ale to nie ma sensu. Nie chcę wyjść na egoistę, ale nie mogę jej za sobą ciągnąć.
- Nie-odparłem.
- Możesz mieć ze mnie pożytek.
Uśmiecham się krzywo.
- Jasne. Za każde dwie skóry godzinka gratis- spoglądam na nią znacząco-Wybacz, ale nic z tego nie będzie.
 Pokiwała smętnie głową i pogładziła mumpsa po szyi. Z powrotem odwróciłem się do kierunku jazdy i sięgnąłem do juk. Wyciągnąłem dwie bułki i rzuciłem jedną Vicie.

Słońce już zachodziło gdy dotarliśmy do rodzinnej wioski Vity. Poprzednią noc spędziliśmy w niezbyt zadbanym zajeździe, a balujący bywalcy nie dali nam się wyspać. Dziś mam nadzieję wypocząć. Przy końcu uliczki stał biały zadbany domek, gdzieś za nim widoczna była stodoła, a po podwórzu biegały psy. Po drewnianym płocie przeszedł duży biały kocur. Był chyba ślepy na jedno oko.
- Puszek?- dziewczyna byłą wyraźnie wstrząśnięta- To ty jeszcze żyjesz?
Kot spojrzał na nią jednym okiem i zeskoczył z płotu. Vita zsunęła się z Lorda Pędzipięty i przykucnęła. Kocur otarł się o jej kolano.
Nigdy nie rozumiałem jak można trzymać kota w domu. Nigdy też takiego zwierza nie dotykałem bo głaskanie kota byłoby dla mnie jak głaskanie dalekiego kuzyna. Skrzywiłem się.
- Jak cię nie przyjmą idź to karczmy- powiedziałem- A, i oddaj chociaż część futer.
Vita podniosła na mnie wzrok. W jej oczach widać było rozbawienie. Zrzuciła z siebie wszystkie futra i odłożyła na miejsce. Uniosłem brwi gdy stanęła przede mną rozebrana do bielizny. Oparła ręce na biodrach. Uśmiechnąłem się złośliwie.
- Naga, ale dumna.
- A żebyś wiedział, że tak- powiedziała i otworzyła furtkę.
Nawróciłem Salami i ruszyłem w stronę oberży. Dawno mnie tu nie było. Kiedy ostatnio tu zajechałem miałem dziesięć lat. Ojciec wziął mnie na krótki objazd by pokazać mi jak pracuje i zatrzymaliśmy się w tej wiosce na parę dni. Poznałem, ośmioletnią wtedy, Vitę. Około pięć lat po moim wyjeździe spotkaliśmy się przypadkiem na gościńcu. Zmierzała do Dorium by studiować medycynę, jak widać jej się nie udało.
Spojrzałem na farbę nad drzwiami. Kiedyś był tu napis, ale nie pamiętam jaki. Przywiązałem konia i mumpsa do palików. Krakers wbrew głośnym protestom Lorda usadowił się na jego grzbiecie i wyszarpał wilcze futro. Okrył się nim i zwinął w kłębek.Uśmiechnąłem się pod nosem.
Wszedłem do środka niemal nie zauważony. Podszedłem do właściciela i poprosiłem o piwo. Z kuflem w dłoni usiadłem gdzieś w kącie. Oby ojciec przyjął Vitę z powrotem. Może pasanie owiec i oranie pola jej nie interesują, ale potrzebuje schronienia, a przynajmniej na zimę. Potem zrobi co zechce. Moim jednak zdaniem powinna sobie znaleźć iny fach, bo ten poprzedni będzie dawał korzyści tylko tak długo jak jest piękna i młoda. Potem znowu wyląduje na ulicy.
Naglę usłyszałem wesoły okrzyk.
- Jasne, po co komu takie pytania!
Jakie pytania? O co chodzi? Zacząłem się rozglądać w poszukiwaniu odpowiedzi, ale nim zdążyłęm cokolwiek wywnioskować brodaty mężczyzna siedzący przy stoliku obok podchwycił niezrozumiały przeze mnie okrzyk. Rozpoczęły się jakieś dziwnie oficjalne rozmowy i wymiany uprzejmości. Uśmiechnąłem się gdy ów brodacz ukłonił się przede mną oficjalnie i zaprosił do stolika. Odpowiedziałem ukłonem i przysiadłem się do niego i półprzytomnego krasnoluda z pustym kuflem w potężnej łapie.
Usłyszałem dźwięki lutni. Wszyscy umilkli i zwrócili twarze w kierunku baru. Zrobiłem to samo. Przy gospodarzu siedział khajiit z lutnią, a na stole jego koleżanka. Pociągnąłem łyk z kufla przyglądając się obojgu. Wsłuchałem się w melodię. Chłopak ma talent. Odchyliłem się na krześle i już miałem wziąć kolejny łyk gdy dziewczyna zaczęła śpiewać. Ładnie. Usiadłem jak należy i odstawiłem kufel. Może lepiej nie będę teraz pił. Lepiej zapamiętam. 
W wielu karczmach bywałem i wielu bardów słuchałem, ale takiego? Jeszcze nie. Piosenkę skądś chyba kojarzyłem... Tak, słyszałem ją w Inn. No i moi bracia często śpiewali ją gdy już porządnie się podchmielili. Zarzucali sobie wtedy ręce na ramiona i zawodzili wracając do domu chwiejnym krokiem. Albo gdy jakaś ładna dziewczyna przechodziła obok.
Kiedy khajiitka skończyła śpiewać, a melodia ucichła rozległy się głośne wiwaty i oklaski. Klaszcząc wolno, ale głośno wstałem z krzesła. W moje ślady poszedł też jakiś rudy chłopak, a chwilę potem jego towarzysze. Ostatecznie wszyscy którzy byli w stanie wstać, stali. Usiadłem ostatni. Odchyliłem się na krześle i pociągnąłem konkretny łyk piwa.
- Sztuka- powiedział brodacz wychylając resztę tego co miał w szklance.
- Popieram- mruknąłem odstawiając kufel.
Jeszcze raz spojrzałem na dziewczynę. Wszyscy, wyraźnie uradowani, wrócili do swoich spraw. Nietrudno było jej więc zauważyć pojedynczego, wpatrującego się w nią, khajiita. Uśmiechnęła się tylko i ruszyła w moją stronę. Co za zaszczyt pomyślałem.

Mira?

sobota, 26 września 2015

Od Reverna

- Zbudź się złociuchny- powiedział radosny głos, dobiegał do mnie jakby zza grubej ściany, albo paru.
- Twoja zmiana- burkną inny, pozbawiony cienia wesołości.
Zamrugałem, ale moje oczy nie zobaczyły zbyt wiele. No może poza milionami gwiazd.
- Ładne to niebo- mruknąłem siadając i przecierając oczy.
- A i owszem- odparł chudy, rudy khajiit po mojej prawej.
Gdybym nie wiedział, że jedzie na karym wałachu pomyślałbym, że unosi się w powietrzu. Gaud  miał nieco ponad szesnaście lat. Był tu tylko dlatego, że nie miał starszego rodzeństwa które zajęłoby się majątkiem zmarłego ojca. Podobnie jak ja, zgodnie z rodzinną tradycją został kupcem. Gaud był po prostu w niebo wzięty. Przez pół dnia ekscytował się opuszczeniem domu,a  przez drugie pół dzielił się z nami swoją wizją przyszłości.
Imienia drugiego khajiita nie znam. Kazał  mi na siebie mówić Kepper. To zrzęda i sztywniak. Nie da się z nim żartować, a gdy już powie coś śmiesznego to przypadkiem.
Właśnie te dwójkę obrałem sobie na tymczasowych towarzyszy. Bardzo lubię kontrasty. Wesoły młodzik z zerowym doświadczeniem i jego ponury, znudzony wszystkim mentor.
- Wstawaj- burknął Kepper przez ramię- bo każę młodemu odciąć twojego konia i mumpsa.
Głośno ziewam.
- Dobrze, już dobrze- wstaje i z trudem utrzymuję równowagę na kołyszącym się wozie. Robie krok do przodu i kładę dłonie na ,,siedzeniu kierowcy". Przerzucam nogi na drugą stronę- Suń się kolego.
Kepper mruknął coś niezbyt ładnego pod nosem i przesunął się w lewo. Lejce podał mi tak jakby jakby chciał mnie nimi trzasnąć. Następnie, lekko postękując, ułożył się tam gdzie ja wcześniej.
- Kolorowych snów. Niech ci się śnią łączki pełne kwiatków- powiedziałem przesadnie jowialnym tonem.
- I góry złotych monet- dodał Gaud.
- I morze prostytutek- burknął Kepper odkrywając się szczelniej kocem i odwracając do mnie tyłem.
Wzruszam ramionami.
- Co kto woli.

- To były najgorsze trzy doby mojego życia- mruczy Kepper gdy odciągam konia i mumpsa na bok.
- I moje serce krwawi- odpowiadam z przekąsem.
Khajiit krzywi się i zmusza zaprzężonego konia do ruszenia się z miejsca. Gaud nie rusza się z miejsca. Dalej stoi obok i mierzy mnie wzrokiem.
- Skazujesz mnie na towarzystwo tego starego zrzędy- mówi wesoło, ale w jego głosie słychać nutkę oskarżenia.
- I tak jechalibyście razem- stwierdzam.
Chłopak śmieje się krótko.
- Szczerze powiedziawszy liczyłem, że Kepper odmelduje się po czwartej dobie w twoim towarzystwie.
Z uśmiechem spoglądam na oddalający się wóz, a potem na Gauda.
- Mówi się trudno. Mam tu parę spraw do załatwienia, ale dam ci znać gdy wrócę do Kenarii.
Ten przytakuje i wskakuje na wałacha. Macham mu na pożegnanie gdy oddala się w stronę towarzysza. Jeszcze przez chwilę postałem sobie przy drzwiach tawerny ,,Skaczący Wieprz", dosiadłem Salami i gwizdnąłem na Lorda Pędzipiętę. W gwoli ścisłości, Lord Pędzipięta to mój mumps. Normalnie po prostu tacha na grzbiecie moje mienie, ale jeden z moich braci żartobliwie nazywa go mym asystentem. Jednak moim zdaniem na ten tytuł zasługuje raczej Krakers... którego tutaj nie widzę.
- Krakers!- krzyczę na całe gardło rozglądając się dookoła.
Dwóch krasnoludów wygląda zza drzwi ,,Skaczącego Wieprza" i patrzy na mnie jak na szaleńca. Odzywa się kakofonia pisków, wrzasków, jęków i okrzyków  w stylu ,,Co to u diabła jest?!". Z wąskiej uliczki wyłania się w niebo wzięty Krakers. Macha swoim szczurzym ogonem na wszystkie strony jakby próbował dyrygować tym rozgardiaszem. Brodacze obrzucają mnie nieprzychylnymi spojrzeniami po czym wracają do tawerny. Przebiegam wzrokiem po twarzach roztrzęsionych przechodniów. Mam nadzieję, że nikt mnie nie aresztuje do puki nie znajdę Vity. Dorium to jedno z największych  miast w Ellis i z pewnością największe w Seano.
- Krakers?
Zwierz patrzy na mnie z wyczekiwaniem.
- Rób swoje- mówię i ruszam stępem przez kamienną uliczkę.
Nie muszę oglądać się za siebie by wiedzieć, że Krakers już chwycił za odpowiedni sznur i prowadzi równo Lorda Pędzipiętę.

Spojrzałem na tablicę z nazwą ulicy. Byłą tak wytarta, że można było rozczytać tylko kilka liter, ale to mi wystarczyło. To właśnie ta część miasta gdzie spotykają się podejrzani jegomoście. Nerwowo zerkam za plecy by sprawdzić czy mój towar jest bezpieczny.
- Jeśli zniknie choćby jeden garnek czy nawet paciorek uduszę ją gołymi rękami- mruczę pod nosem.
Po poru minutach zatrzymałem się. Powinna czekać właśnie tu. Okrążyłem drewniany, piętrowy budynek kilka razy.  Zza pleców dobiegł mnie cichy warkot Krakersa. Stwór na chwilę puścił sznur skoczył ku obdartemu żebrakowi. Przewrócił go na ziemię i zaczął szarpać na za nogawkę spodni. Mężczyzna był wyraźnie przerażony.
- Krakers! Wracamy.
Potwór  puścił materiał i podniósł na mnie wzrok mówiący ,,to po coś my tu w ogóle przyszli?". Mimo swego niemego oporu odsunął się od potencjalnego złodzieja, chwycił za sznur i począł zawracać Lorda Pędzipiętę.
Nic z tego nie rozumiem. Kiedy prosiła bym jej to przywiózł o mal nie padła przede mną na kolana, a teraz co? Kiedy już miałem wyjechać z tej części miasta z bocznej, wyjątkowo ciasnej uliczki gdzieś za mną wydobył się cichy głos.
- Revern?
Zatrzymałem konia i spojrzałem za siebie. Zza węgła wyglądała chuda, blada kobieta. Nie byłoby to nic dziwnego gdyby nie fakt, że w ziemie miała na sobie tylko bieliznę. Gdybym jej nie znał najpewniej nie powiedziałbym tego co powiedziałem. A przynajmniej nie tak złośliwie.
- Wyglądasz jakby cię wywali z publicznego- zaśmiałem się.
Vita rzuciła mi mordercze spojrzenie.
- Bo wywalili.
Zrobiło mi się trochę głupio. Zsiadłem z konia i podszedłem do stojącego przed nim mumpsa. Wyciągnąłem z torby stertę grubych ubrań i rzuciłem na siodło.
- Wybacz. W ramach rekompensaty za urażenie dumy proponuję darmowe odzienie.
- Nie pogardzę- mruknęła podchodząc i dając mi znać gestem bym się odwrócił.
Zrobiłem to choć nie było w tym najmniejszego sensu. Bardziej naga nie będzie. Kiedy sterta znikła zamiast chudej Vity zobaczyłem puszystą kulę futra na nogach.Spojrzałem na nią z niekrytym rozbawieniem.
- Zimno mi było- warknęła.
- Nie wątpię.
Na chwilę zapada cisza. Nie ma w niej nic niezręcznego. Dwójka przyjaciół spotyka się pod niezbyt długim rozstaniu. Nie zmieniło się nic poza stanem majątkowym jednego.
- Podwieźć cię do domu?- spytam
- A co mam niby powiedzieć ojcu?- prycha bezceremonialnie podchodząc do Lorda Pędzipięty i ładując się na niego- ,,Cześć tato. Wiesz, właśnie wywalili mnie z domu rozpusty. Mogę u ciebie zostać do puki nie znajdę innego?".
Wzruszyłam ramionami.
- Nie najgorszy pomysł.

- Do kąt jedziesz?- spytała Vita gdy już trochę ochłonęła.
- Do Estii- odparłem zerkając na nią przez ramię.
Jej twarz zdradzała głębokie zamyślenie.
- Masz to o co cie prosiłam?
Zarechotałem.
- A masz czym zapłacić?
Już otwierała usta by powiedzieć coś głupiego gdy  rzuciłem w nią złotą bransoletką, którą wczęśniej trzymałem w podręcznych jukach przy siodle. Złoto kilkakrotnie wypadało jej z rąk do puki nie chwyciła go prawą ręką. O mało nie spadła przy tym z mumpsa.
- Dzięki- wyszeptała wpatrując się w przedmiot.
- Nie ma za co- rzuciłem rozsiadając się wygodnie w siodle.
Spojrzałem na puste, pokryte śniegiem pola i drzewa. Po prawej teren się nieco podnosił. Wzdłuż wyżyn, przez rzekę, do domy Vity. A potem prosto do Ity pomyślałem. Jak wszystko pójdzie dobrze nie wrócę do domu do przyszłej zimy. 

poniedziałek, 14 września 2015

,,Są rzeczy ważne i ważniejsze. Na przykład mój zysk jest ważniejszy od twojego."

Dar'zahaj by hyperionwitch
Imię: Revern
Nazwisko: Clamor
Pseudonim:
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
Rasa: Khajiity
Rodzina: Mam trzech braci i dwie siostry. Zacne towarzystwo.
Miłość: Nie mam pani swego serca, a puki co nie zależy mi zbytnio na jej odnalezieniu.
Aparycja: Ten kotek jest raczej wysoki i, jak widać, gruby nie jest. Pierwszym co rzuca się w oczy jest jego pstrokata sierść. Jednym się to podoba, innym wręcz przeciwnie. Jeśli chodzi o tkankę mięśniową to źle z nią nie stoi , ale bez przesady. Chyba widać, że to kot, nie niedźwiedź. Długi ogon czasem uprzykrza mu życie, ale nie da go sobie łatwo odciąć. Choć parę razy omal tego nie zrobił zamykając za sobą drzwi.
Charakter: Większość osób które miały przyjemność poznać Reverna ma o nim dobre zdanie. To sympatyczny choć niekiedy odrobinę złośliwy kotek. Prawie nigdy się nie spina, każdy problem czy konflikt stara się rozwiązać pokojowo. Tak, aby wilk był syty i owca cała. Nawet podczas rozmowy z ważnymi osobistościami zachowuje swobodę i poczucie humoru. Stara się nie narobić sobie zbyt wielu wrogów, ale gdy już to nastąpi nie przejmuje się tym. Ale czym mógłby się komuś narazić taki milutki kotek? Czasem zwędzi jakiś drobiazg, czasem zapyskuje. Rozsądek nie jest jego mocną stroną. Może sobie nad nim stać wielki, krępy żołnierz, a on będzie mu pluł w twarz. Taki prosty przykład. Jednak przy poważniejszych sytuacjach do głosu dochodzi rozsądek. O dziwo potrafi doprowadzić się do porządku i zachować śmiertelną powagę, ale nie na długo. Trudno urazić jego dumę, bo mało co traktuje poważnie. Odwago bym mu nie odmówiła, nawet jeśli to kretyńska odwaga.
A teraz przejdźmy do gorszej części charakteru Reverna,a może to właśnie ta lepsza? Gdy ma coś grubszego na sumieniu robi się nieco opryskliwy, z czasem jest co raz gorzej. Poczucie winy nie daje mu spać po nocach. Zdaje się mieć do innych pretensję o to, że nie rozumieją go choć niczego im nie powiedział. Revern nie znosi mówić o swoich problemach (choć chętnie rozwiązałby cudzy). Kiedy tylko coś jest nie tak stara się to ukryć choć, jak już wspomniałam, jest w tym beznadziejny.
Stanowisko: Kupiec, Myśliwy
Przynależność: Kenarii
Pochodzenie: Kenarii
Broń: Łuk i strzały (to drugie jest chyba oczywiste). Ma też nóż myśliwski u pasa, ale nie wiem czy zalicza się to do broni.
Umiejętności: Świetnie strzela z łyku i gra na fujarce. Noża używa na ogół tylko do pracy, ale do samoobrony nada się i kuchenny. Pięściarz z niego wyborny nie jest, bo ćwiczył tylko z rodzeństwem. Nie lekceważ go jednak, bo możesz stracić zęby.
PP: 11
Towarzysz: Krakers
Wierzchowiec: Salami
Właściciel: CezarLunarny