Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Keva. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Keva. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 lipca 2016

Od Kevy (CD Mazikeen): W poszukiwaniu nowego pegaza

 Reptilian spojrzał na obie kobiety z typowym dla siebie, beznamiętnym wyrazem pyska. Z jednej strony miał ochotę strzelić się w czoło, z drugiej jednak odczuwał swego rodzaju podziw dla ich wyczynu, tego co udało im się ,w tak idiotyczny i absurdalny sposób, dokonać. Tak więc, bez żadnego komentarza i ręką w bezpiecznej odległości od twarzy, zrzucił siodło z konia zwanego Śnieżkiem i z niemałym trudem się na niego władował. Nie przywykł do jazdy na oklep, ale jeśli Maze miała jechać razem z nim, musiał się odrobinę poświęcić. Jokasta z wyraźnym zadowoleniem dosiadła kuca nie dotykając stopą strzemienia, czym wyraźnie chciała dopiec jaszczurowi. Mężczyzna zmusił się jakoś do zignorowania kobiety i spojrzał na jej niedoszłą zabójczynię, której widocznie wcale się nie śpieszyło. Zmarszczył swe gadzie brwi i wyciągnął ku niej rękę.
- No chodź, przecież nie gryzę.
Dziewczyna zaśmiała się krótko i na chwilę odsunęła z twarzy maskę. Keva głośno przełknął ślinę, a Pacynka uśmiechnęła się słabo i pomasowała sobie policzki. Szczerze powiedziawszy jaszczurowi aż zadrżały palce, które jakby odczuły potrzebę skontrolowania stanu skóry na twarzy właściciela. Mazikeen ponownie naciągnęła maskę i wskoczyła na miejsce za plecami reptilianina ignorując jego wyciągniętą rękę. Po jej rozluźnionej postawie dało się poznać, że wcale nie przeszkadza jej brak siodła. Keva z boleścią spojrzał na porzucony na środku ulicy przedmiot. No nic, musi mieć nadzieję, że najbliższy rabunek uzupełni lukę jaką, w jego gadzim sercu, pozostawiło po sobie to stare, mocno już zużyte siodło.
 Śnieżkowi, o dziwo, dodatkowy ładunek nie sprawiał większej różnicy ani nie przysparzał trudności. Zaliczał się do tego niewielkiego procenta koni, którym jest wszystko jedno. Można więc śmiało powiedzieć, że wierzchowiec był w znacznie lepszej sytuacji od właściciela. Większość mężczyzn cieszyłaby się pewnie, że jakaś kobieta ich obejmuje i czują dotyk jej ciała przy każdym ruchu. Kevie też by to pewnie nie przeszkadzało gdyby nie fakt, że owa kobieta jest przynajmniej po części tarkatanką, której szczęki znajdują się niebezpiecznie blisko jego szyi. Chociaż... Nawet gdyby siedziała za nim Jokasta nie obdarzona tak nietypowym uzębieniem nie czułby się wcale lepiej. Więcej powiem, nawet by z  nią nie pojechał. Po pierwszej minucie jazdy najpewniej zeskoczyłby z konia i poszedł dalej piechotą.
 Nawet Oczko nie była na tyle szalona by zmuszać dwójkę jadących na oklep towarzyszy do  jazdy czymś szybszym od kłusa. Co jakiś czas zerkała na skrzywiony w lekkim grymasie pysk albinosa i śmiała się w duecie z niemniej rozbawioną zaistniałą sytuacją Maze. Keva powstrzymywał się od uwag. Były zbędne. Był w mniejszości, zdominowany przez dwie, prawdopodobnie chore umysłowo, bandytki.

 Po paru godzinach wyjątkowo niewygodnej jazdy (nie oszukujmy się, Śnieżek miękkiego karku nie ma) Jokasta wjechała na gościniec. Keva i Maze trzymali się leśnej ścieżki tuż obok, ukryci za ścianą z liści, igieł i pni drzew.
 Udało im się namierzyć grupkę handlarzy końmi. Rzem z nimi, na jednym z dwóch wozów, siedział brodaty krasnolud pilnie strzegący swojego małego kuferka o nieznanej, aczkolwiek niewątpliwie cennej, zawartości. Na drodze nie było widać nikogo innego, ale kupcy byli dość liczni więc zanim przypuścili atak Pacynka podjechała do nich w celu skontrolowania stanu ich uzbrojenia. Miała poinformować o tym resztę za pomocą sygnałów, których niestety nie raczyła im w żaden sposób  wyjaśnić. Albinosowi nie po raz pierwszy przyszło do głowy, że biorąc pod uwagę fakt iż dziewczyna dosiadała baryłkowatego kuca, wygląda na nim nawet dostojnie.
 Kobietom często trudno jest odnaleźć się i zyskać szacunek w przestępczym półświatku. Widywał wiele dumnych bandytek prezentujących się w widowiskowy sposób. W pamięci utkwiła mu pewna reptilianka, która by zaimponować reszcie bandy, schwytała dwa luory i zmusiła do ciągnięcia rydwanu. Często zastanawiał się nad tym jak udało jej się tego dokonać. Chodziły pogłoski, że najzwyczajniej w świecie miała dobrą rękę do zwierząt. Choć Keva był raczej skłonny twierdzić, że owa ręka była po prostu twarda, o czym nie raz miał okazję się przekonać. Oczko była pierwszą znaną mu bandytką, która prezentowała się na kucyku.
 Zrównała się z wozem i zaczęła przyjacielską rozmowę z kupcami. A przynajmniej tak się Kevie zdawało. Tak się składa, że po jakiejś minutce wszyscy, poza skupionym na kuferku krasnoludzie, nachylali się do niej z szerokimi uśmiechami wymalowanymi na niezbyt przystojnych facjatach.
 - To jakaś strategia?- zagadną Maze wiedziony czystą nudą- Mają się ślinić aż powypadają z wozów?
Dziewczyna zaśmiała się krótko, po czym dodała z wyraźną kpiną:
- Musisz doszukiwać się sensu we wszystkim?
Keva przewrócił oczami. Nim zdążył otworzyć pysk rozmówczyni wyrwała mu wypowiedź prosto z gardła.
- Kobiety!- zawołała niskim głosem na tyle głośno by uszło to za okrzyk, ale i na tyle cicho by nie usłyszeli jej ludzie na gościńcu. Dla zwieńczenia swej parodii pacnęła się dłonią w czoło, tak jak to zwykł robić Keva.
Reptilian skrzywił się lekko spoglądając na siedzącą za nim tarkatankę. Może jednak wolałby towarzystwo Pacynki. Wydawało się to głupie biorąc pod uwagę to jak bardzo go irytowała. Nie miał jednak wiele czasu by zastanowić się nad tym jakże ważnym problemem, bo wspomniana przed chwilą bandytka zaczęła dawać znaki.
 Jakie? Niepojęte. A przynajmniej dla Kevy, bo Maze spoglądała na Oczko z ogromnym skupieniem. Jaszczur odnosił nieprzyjemne wrażenie, że to on tu jest przygłupi, a nie one. No, bo przecież te dziwne, pozornie trochę mimowolne ruchy palców mają oczywiste znaczenie, którego on, marny, głupi reptilian, nie jest w stanie zrozumieć!
 Spojrzał na siedzącą za nim kobietę. Jeszcze przez chwilę obserwowała Jokastę po czym rzuciła mężczyźnie spojrzenie którego kompletnie się nie spodziewał. Jej oczy mówiły ,, Za cholerę tego nie rozszyfruję". Albinos podrapał się nerwowo po szyi, po czym rzucił dziewczynie nieme ,,To co teraz?". Ta wzruszyła ramionami i wyciągnęła sai. Jej twarz, spojrzenie, sai... Wszystko to mówiło ,,Srać to. Choć zabijać". Keva skrzywił się lekko. Jakoś nie był pewien, czy dobrze zrozumiał tę niemą wypowiedź. Opuścił ramiona z wyraźną rezygnacją.
- Po prostu powiedz- westchnął.
Jej wystające sponad maski oczy spojrzały na niego jak na kompletnego idiotę.
- Serio? Przed chwilą wyciągnęłam broń. Czy mogę wyrazić się jaśniej?
Reptilian powstrzymał się od komentarza i popędził konia, przedzierając się przez zarośla. Zapomniawszy o braku siodła omal nie spadł ze Śnieżka. Przekrzywił się na prawo i poleciałby pewnie gdyby nie to, że jego wierzchowcowi nie przeszkadzało wieszanie się na szyi. Maze widocznie bardzo spodobała się zaistniała sytuacja, bo wcale nie zamierzała pomagać bandycie. Mało tego, nie dość, że nie pomagała to jeszcze śmiała się i spychała go z konia. Maska zsunęła się z twarzy dziewczyny chwilę przed tym jak wypadli na gościniec. Powinni wyglądać groźnie, budzić strach, a wyglądali bardziej absurdalnie niż Pacynka na Pottocku. Maze śmiała się w głos prezentując światu całe swoje uzębienie, a z Kevy wydobywały się paniczne krzyki, a może nawet wrzaski, osoby, która bardzo nie chce walnąć głową w wyłożoną kamieniami drogę.
 Na całe szczęście ogier zdążył wytracić prędkość zanim minęli karawanę przed którą mieli wjechać. Oba wozy zatrzymały się.
 Albinos zsiadł, a raczej odpadł od konia. Wstając wyrzucił z siebie więcej przekleństw niż znał, więc kilka musiał wymyślić na poczekaniu. W końcu wyprostował się i rozmasował plecy. Na obydwu wozach panowała głucha cisza. Wszyscy, poza zsiadającą z wierzchowca i nadal cicho chichoczącą tarkatanką, patrzyli na reptilianina z nieokreślonymi wyrazami twarzy. Wyjątkowo nawet Jokasta nie miała nic do powiedzenia. Ta cisza wcale się Kevie nie podobała. Wyminął ciągnące pierwszy wóz konie i podszedł do Jokasty.
- Co te znaki miały znaczyć?- zapytał z wyraźniejszą niż zwykle irytacją- Nawet Maze niczego nie zrozumiała.
Dziewczyna zamrugała szybko, po czym pacnęła się ręką w czoło.
- Jeszcze nie dawałam żadnych znaków.
Nie zdarzało się to często, a przynajmniej taką miał Keva nadzieję, ale teraz niewątpliwie miał minę godną faceta, który po długich latach życia w błędzie uświadomił sobie, że jest paskudnym przypadkiem debila.
-A-ale jak to...?- z jego twarzy zniknął cały gniew, zastąpiony przez głęboki szok, którego pewnie nie okazałby gdyby przed chwilą omal nie spadł z galopującego konia prosto na wykładany kamieniami gościniec. Nie ma co ukrywać- obecnie był lekko rozregulowany emocjonalnie.
- Zamierzałam się wycofać,- teraz to na twarzy Oczko pojawiła się irytacja- bo okazało się, że mają...
Na lewo od nich, gdzieś na pierwszym wozie, coś zaszurało i metalicznie brzdęknęło. Jaszczur niechętnie spojrzał w tamtym kierunku domyślając się już co zobaczy.
 -... kuszę- dokończyła Jokasta- Brawo, Keva.

Jokasta? Maze?

sobota, 9 kwietnia 2016

Od Kevy (CD Jokasty): Obrońca praw koni

Albinos z nieludzkim wysiłkiem powstrzymał się od przejechania sobie dłonią po pysku. Chyba powinien się w końcu pogodzić z tym, że tak będzie do końca jego współpracy z Pacynką. Sam nie popisał się zbytnim rozsądkiem zaciągając się do tej bandy, ale werbowanie kogoś, kto jeszcze przed chwilą usiłował cię zabić... Keva poddał się, a jego ręka dotarła do twarzy. Pomasował sobie skronie zmuszając się do zaprzestania zbędnego myślenia, które przy tej tu bandytce na niewiele się zdawało. Pozostawało biernie patrzeć jak popełnia kolejne głupstwa, jak te głupstwa wychodzą jej na dobre  i nawet nie próbować zrozumieć jakim cudem jest to w ogóle możliwe. W zaistniałej sytuacji mógł zrobić tylko jedno.
- Świetnie- powiedział, a w tym jednym słowie kryła się cała jego rezygnacja i akceptacja dla kolejnego dziwactwa liderki. 
- W takim razie- zaczęła wyraźnie zadowolona z braku protestów Jokasta- Gdzie twój koń?
Nowa towarzyszka skrzywiła się lekko pod maską.
- To bez znaczenia- stwierdziła- I tak potrzebuję nowego.
Jokasta, ku lekkiemu zaskoczeniu reptilianina, zaczęła rozglądać się nerwowo dookoła. W pewnym momencie wzdrygnęła się i pomknęła w tylko sobie znanym kierunku pozostawiając Pottocka samego sobie. Kiedy Oczko zniknęła w tłumie, Keva podrapał się po łuskowatej głowie zastanawiając się (choć miał już tego nie robić) co to właściwie miało być. O dziwo, nawet kuc zdawał się nie wiedzieć co teraz zrobić. Nowa koleżanka liderki również zdawała się deczko zaskoczona.
- Często tak robi?- spytała usiłując wypatrzeć dziewczynę w tłumie.
Jaszczur z westchnieniem chwycił wodzę kucyka i ruszył w kierunku w którym pobiegła Jokasta.
- Nie znam jej zbyt długo, ale podejrzewam, że tak.
Pottock nie był zachwycony przewodnictwem reptilianina. Z początku lekko się szarpał, ale po chwili zrozumiał, że mają ten sam cel i przestał protestować. Dzięki niecodziennemu wyglądowi, Keva dość szybko przebił się przez tłum ludzi, aż dotarł pod karczmę pod którą zostawił Śnieżka. Dostrzegł tam niemalże wtuloną w wymizerowaną klacz Pacynkę. Dziewczyna gładziła zwierzę po pysku, czochrała za uchem i mówiła jak do dziecka. Z tej odległości nie dało się usłyszeć zbyt wiele, ale albinos dałby sobie (nawet jeśli to mało rozsądne) rękę uciąć, że kilkakrotnie padło słowo ,,biedactwo". Kiedy razem z nową towarzyszką się zbliżyli, Jokasta odwróciła się ku nim, a w zasadzie ku stojącej u boku reptilianina kobiety.
- To ten koń, Maze?
- Tak.
Keva nie był teraz pewien, czy Pacynka jest bardziej wściekła czy zrozpaczona losem konia.
- Ale nie przejmuj się- dodała Mazikeen- Nadal można z niej zrobić salami.
Liderka jak na zawołanie zasłoniła szkapę własnym ciałem, szeroko rozkładając ręce.
- Ooooo nie!- zaprotestowała, po czym przywołała reptilianina gestem- Keva! Idź kup paszy.
Podała nieco skonsternowanemu mężczyźnie pokaźną sakiewkę. Jaszczur przez ułamek sekundy chciał coś powiedzieć o marnowaniu pieniędzy, ale szybko się rozmyślił gdy doszedł do wniosku, że nie ma sensu z nią dyskutować. Puścił wodzę kucyka i odwiązał Śnieżka.

 Miasteczko nie było duże więc dość szybko odnalazł jakąś paszę. Udało mu się wynegocjować całkiem przyzwoitą cenę.  Rzucił worek na siodło i ruszył w drogę powrotną, jedną ręką asekurując towar. Kiedy dotarł pod karczmę obie kobiety były w trakcie dyskusji o to czy konia należy
zjeść czy podjąć próbę odratowania go. Reptilian nic nie mówiąc odstawił Śnieżka na miejsce i, rozwiązawszy rzemyk, postawił worek przed szkapą. W czasie gdy koń się pożywiał dyskusja obu kobiet zrobiła się trochę zbyt głośna. Keva już chciał się wtrącić, ale wtedy Mazikeen ustąpiła twierdząc, że wszystko jej jedno co zrobią z klaczą, ale nie widzi sensu w odratowywaniu jej.
- Ek-hem- wtrącił się albinos- Fajnie, że konia nie zabijemy, ale nie fajnie, że będziemy tu czekać aż odżyje- splótł ręce na piersi i spojrzał na Jokastę- Z tego co mi wiadomo zależy ci na czasie- Dziewczyna przytaknęła, więc Keva pozwolił sobie na kontynuację swojego monologu- Więc sprzedajmy go w rozsądnej cenie i ukradnijmy nowego po drodze.
Na chwilę zapadła cisza. Wyglądało na to, że nikt nie ma lepszego pomysłu. Ten tu jaszczur po raz pierwszy w życiu brał udział w takiej dyskusji. W żadnej z band do jakich należał nie było takich problemów. Konia, w zależności od okoliczności i możliwości, albo się zabijało, albo sprzedawało. Trzeba jednak wziąć poprawkę na to, że w żadnej z grup do jakiej należał nie mieli obrońcy praw koni.
- Może być- Pacynka pokiwała głową- Byle nie rzeźnikowi.
Keva przytaknął. Maze obojętnie wzruszyła ramionami.
- Mi i tak bardziej podobała się opcja z salami.
Przez jedną, odrobinę straszną chwilę, reptilian obawiał się, że Jokasta spróbuje ją nawrócić, ale ku jego uldze tego nie zrobiła.
- Chwila...- zaczęła Mazikeen- Skoro nowego konia dostanę dopiero po kradzieży, to co? Mam za wami biegać?
Bandyta skrzywił się lekko i zerknął na Jokastę, a gdy ta nic nie powiedziała, odpowiedział:
- Mój koń powinien udźwignąć nas oboje do czasu aż coś ci znajdziemy.
Szczerze powiedziawszy mało podobał mu się  jego własny pomysł. W końcu dziewczyna jeszcze niedawno chciała zabić Pacynkę, więc nieco martwił się o swoje plecy. Nie widział jednak lepszej opcji.

 Mazikeen? Jokasta? Keva przejmuje inicjatywę xD

niedziela, 6 grudnia 2015

Od Kevy- CD Jokasty

Patrząc na odchodzącą od niego Pacynkę, Keva nie był pewien kogo jest mu tu żal najbardziej. Tej wariatki? Siebie, nieszczęsnego, który się w to wpakował? Czy też facetów, których jego towarzyszka puściła niemalże nagich w świat? No cóż pomyślał jaszczur krzywiąc się lekko Przynajmniej gacie na nich zostawiła... Ech...Zdarzało mu się już pracować w grupie. Liderzy wpadali na głupie pomysły, podobne temu co dziś zaprezentowała Oczko. Gdyby Keva wiedział, że znów będzie narażony na takie sceny, jego decyzja o zaciągnięciu się trwałaby nieco dłużej. Jednak zgodził się i teraz wypadałoby w tym bagnie trochę posiedzieć. Wątpił by polubił upokarzanie napadanych, ale może chociaż do tego przywyknie.

Owszem oaza była dość blisko. Keva nie specjalizował się w mierzeniu czasu bez żadnych przyrządów, ale po tym, że w ciągu drogi ani razu nie przejechał sobie łapą po pysku, ani o tym nie pomyślał, wnioskował, że jechali bardzo krótko.
Oaza była całkiem spora. Zmieścił się w niej niemal cały, i to niemały, obóz nomadów. Reptilian rozpoznał też inny, wyróżniający się spośród reszty namiot. Intensywnie granatowy, z kilkoma jaskrawoczerwonymi łatami. Zmarszczył gadzie brwi. Znał ten namiot i jego właściciela, był tego pewien.Pacynka przebiegłą wzrokiem po obozie nie poświęcając większej uwagi na wyróżniający sie obiekt.
- Dobra -powiedziała gdy zeskoczyli z wierzchowców, a jaszczur przywiązał swojego do pnia drzewa- Łam się za kosze albinosie.
Keva niechętnie odpiął towar i ruszył za nią. Przez chwilę zastanawiał się dlaczego zostawia swojego kucyka nieprzywiązanego. Postanowił to jednak zignorować i zaklasyfikować do ,,dziwactw Jokasty". Dziewczyna kazała mu postawić kosze na ziemi i zaczęła targować się z niezbyt wysokim mężczyzną o ciemnych oczach i powoli siwiejących czarnych włosach. Albinos ocenił, że zajmie to jeszcze chwilę, więc powoli zbliżył się do granatowego namiotu. Ostrożnie zajrzał do środka. Przy brzegach okrągłego pomieszczenia poustawiano masę różnorodnych przedmiotów. Kosze z przyprawami, worki i woreczki o nieznanej zawartości, mała szafeczka z biżuterią, drewniane klatki z dziwnymi małymi potworkami i spore skrzynie. Po środku tego wszystkiego stały dwa krzesła. Na jednym z nich siedział, paląc fajkę, wysoki mężczyzna z rozlatującymi się na wszystkie strony, jasnymi włosami. Był mniej więcej w wieku swojego gościa. Spojrzał na Kevę swoimi jasnymi, wszystkowiedzącymi oczami, a jaszczur już wiedział, że ciężko będzie się teraz wycofać.
- Siemasz Kevka- przywitał go chłopak i wskazał na krzesło na przeciwko siebie- Siadaj.
- Nie dzięki- odparł chłodno reptilian pozostając w tej samej pozycji.
Człowiek uniósł obie brwi i wypuścił z ust kilka szarych okręgów. Wstał.
- A ja tak się starałem, żeby coś dla ciebie wypatrzeć, Kevka. Mógłbyś chociaż zerknąć.
Albinos skrzywił się. Nigdy nie przepadał za Sabur'em. Typ był irytująco wyniosły i spokojny, nawet gdy stał przed kimś zdolnym poćwiartować go na kawałki w kilka sekund. Do tego zdawał się nie rozumieć słowa ,,nie".
- Jestem bandytą- powiedział Keva z wykrzywiając się jeszcze bardziej- Co najwyżej cię obrobię.
Sabur przez chwilę milczał zastanawiając się nad słowami rozmówcy. Odezwał sie jednak tym samym beznamiętnym tonem co wcześniej:
- Jestem tego świadom, przyjacielu. Ale jak dotąd tego nie zrobiłeś, więc wątpię byś zrobił to teraz. A z resztą, nie oszukujmy się, kiepski z ciebie złodziej. Lepszy rzeźnik.
- To tym bardziej- mruknął Keva bardziej do siebie niż do kupca.
- Chociaż zobacz, zgoda? A jak już ci pokażę, zrobisz jak zechcesz.
Bandyta westchną i wszedł do środka. Chłopak przykucnął nad jedną z większych skrzyń i zaczął w niej grzebać.
- Prędzej czy później trafisz do miasta. Nawet jeśli twoim zdaniem Oczko wygląda komicznie, to w środku, dajmy na to  Dorium, to ty będziesz wyglądać dziwacznie. Będziesz potrzebował nowych ciuchów.
Keva nie odpowiedział zastanawiając się skąd kupiec zna Jokastę. Może kiedyś go napadła? Albo to on był tak niedoinformowany, że nie słyszał o jakiejś bandyckiej legendzie. Sabur w końcu wyciągnął kilka koszul, kaftanów, spodni, kapeluszy i kilka innych elementów garderoby. Wszystko w jednym w trzech kolorów: bieli, czerni lub czerwieni.
- Znam twój gust, kolego. Tylko czerń i czerwień, ale pomyślałem, że biel tez się nada.
Jaszczur przez chwilę przypatrywał się wszystkiemu krytycznie.
- A co z katarmi?
Chłopak przewrócił oczami.
- A słyszałeś kiedyś o pasach? Takich które nie stanowią części ubrania?
Keva spojrzał na swoje ,,ubrania". Nie przyznałby się do tego głośno, ale Sabur miał rację. O ile w Nekenie to uchodzi za coś normalnego, gdziekolwiek indziej uznają go za zwykłego dzikusa.

Kiedy wyszedł z namiotu ze sporym pakunkiem pod pachą, Jokasta stała oparta o drzewo do którego przywiązał konia.
- Nareszcie!- zawołała- Już się zastanawiałam czy nie sprzedać Śnieżka.
Keva zatrzymał się w pół drogi i wytrzeszczył na nią oczy.
- Śnieżka?
Pacynka zrobiła poważną minę.
- Z tego co mi wiadomo twój koń nie ma imienia. A mieć powinien.
Jaszczur uniósł ręce do głowy upuszczając niesiony przedmiot. Przejechał sobie dłońmi po pysku. O ile jego poprzednim kompanom zdarzało się go wkurzyć, to ona doprowadzało go niemal do szaleństwa. Miał ochotę wykrzyczeć ,,Kobieto! Czyś ty na mózg upadła?! To nie żaden Śnieżek! To KOŃ!". Powstrzymał się jednak biorąc kilka głębokich wdechów i wydechów. Schylił się po pakunek i załadował go na zwierzę. Pacynka wciągnęła ku niemu wodzę z zadowoleniem wymalowanym na twarzy. Wyrwał jej ją z ręki.
- Na koń...-wymamrotał i dosiadł ,,Śnieżka".

Jokasta?

czwartek, 12 listopada 2015

Od Kevy-CD Jokasty

Czyli znowu w grupie... pomyślał Keva. Już od dawna z nikim nie współpracował i zdążył się od tego odzwyczaić. Znowu będzie spał tylko kilka godzin w obawie, że ktoś zechce dźgnąć go w plecy. Z drugiej jednak strony, skoro mieli opuścić Nekenę dobrze by było zwerbować jeszcze kogoś. Zakładając, że Pacynka zamierza zaprosić do hanzy jeszcze dwie osoby, robiła właśnie jedno z najgorszych, znanych mu, posunięć strategicznych. Jeśli zamierza działać we czwórkę kierując się tym powiedzonkiem- zginie marnie. Ale, co to go obchodziło? Przecież nie jest jej ochroniarzem, ani doradcą. Zresztą... Pewnie i tak nie przejęłaby się zbytnio jego krytyką i argumentami. Do tego stwierdzenie, że ,,dać się ograć" i ,,ufać" to jedno i to samo... Keva bynajmniej nie wróżył jej świetlanej przyszłości. Jeśli ci jej nowi kompani nie przypadną mi do gustu lub, co gorsza, będą tacy jak ona... Jaszczur zerknął na jadącą na kucyku kobietę ...Rzucę ten cały syf, zostanę piekarzem i nauczę się władać zeschłą bagietką. 
Reptilian spojrzał za siebie by upewnić się, że nikt za nimi nie jedzie i wbił wzrok w dal. Od jego ostatniej wycieczki poza Nekenę minęły jakieś dwa lata. Nigdy nie był też w Estii ani Kenarii. Miał więc nadzieję, że nie spotkają go tam żadne nieprzyjemne niespodzianki. Najlepiej żeby w ogóle obyło się bez jakichkolwiek niespodzianek, bo Keva raczej za nimi nie przepadał.
- A no tak, zapomniałabym- odezwała się nagle Oczko.
Jaszczur rzucił jej pytające spojrzenie.
- Potrzebujesz jakiegoś pseudonimu.
Już miał jej powiedzieć, że samo Keva stanowi już przydomek, ale ugryzł się w język. I to boleśnie, bo jego zęby tępe nie są. Nie będzie się przecież ledwo poznanej bandytce spowiadać. Nie... Nikomu nie będzie. Zamiast tego powiedział więc:
- Po kiego?
Skrzywił się. Już znał odpowiedź.
- To chyba oczywiste- powiedziała Oczko uśmiechając się promiennie- Używanie przydomka zamiast imienia lub, co gorsza, nazwiska, zmniejsza prawdopodobieństwo rozpoznania- zrobiła minę kogoś kto wie co mówi i ma o tym spore pojęcie.
Jednak Keva, zerknąwszy na jej odzienie, rzucił dziewczynie spojrzenie jednoznacznie mówiące ,,Weź ty mnie już, kobieto nie pouczaj".
- A co ci szkodzi? Co ci nie odpowiada w posiadaniu pseudonimów?
 Jaszczur przejechał sobie ręką po pysku. Dlaczego ja? Ale, w jednym miała rację. Co mu szkodzi?
- Nic, nic...-mruknął-...Nazywaj mnie sobie jak chcesz.

Było już ciemne i dość chłodno gdy Pacynka zatrzymała się przy kilku stojących samotnie drzewach. Zeskoczyli z wierzchowców. Keva wolał nie zostawiać konia nieprzywiązanego, ale był saidom tego, jak flegmatyczny jest jego wierzchowiec. Zdjął więc ogłowie i odszedł co najmniej pięć metrów od miejsca gdzie  rozkładała się  bandytka. Powiesił sprzęt na gałęzi. Reptilianin przyzwyczaił się już do niewygody więc oparcie się o korę i okrycie starym, szarym kocem całkowicie go zadowalało. Już miał się położyć gdy nagle w zapadających ciemnościach rozbłysła odrobinka światła i od razu znikła. Spojrzał w tamtą stronę. Oczko nazbierała patyków i właśnie mordowała się z rozpaleniem ogniska. Keva przyglądał się jej uważnie gdy szybko obracała w palcach drewno trąc nim o drugie. Kilka razy zaklęła gdy iskierka, którą tak długo usiłowała wykrzesać, gasła. W końcu wysuszone patyki zajęły się ogniem. Światło padło na jej twarz. Uśmiechała się szeroko i trochę złośliwie, jakby chciała powiedzieć ,,No i co? Wygrałam!".
Keva widywał wiele pięknych kobiet, z różnych ras i krajów, parających się tym co on. Wielokrotnie też zastanawiał się dlaczego tak się dzieje. Nie uważał w prawdzie, że wszystkie są delikatne i zależne od innych, ale był ciekaw jaka część z nich wybrała taki styl życia, a jaka została do tego zmuszona. W taki czy inny sposób. Na przykład jego matka została wydana za ojca głównie po to by przynieść zyski swojej rodzinie. Tak... Nasz albinosek wywodził się z tego maleńkiego procenta w miarę bogatych mieszkańców Nekeny. Podejrzewał jednak, że gdyby nie to dziś albo by nie żył, albo zajmowałby się czymś zupełnie innym. Może poszedłby do wojska? A gdybym urodził się, dajmy na to, zielony? Choć Kevka nie lubił się nad sobą użalać, nigdy tego zresztą nie robił, czasami spekulował jak potoczyłoby się jego życie gdyby nie kolor łusek. Albo gdyby był tym starszym z rodzeństwa?
- Halo? Jest tam kto?!- ktoś mało delikatnie zapukał w czarny hełm na głowie albinosa.
Jak dotąd jaszczur nie zdawał sobie sprawy z tego, że niemal całkowicie zastygł wpatrując się w miejsce w którym wcześniej klęczała Oczko.
- Jest, jest...-powiedział odtrącając lekko jej dłoń, nim zdążyła ponownie zastukać.
Spojrzała na niego z góry, z szeroki uśmiechu na twarzy.
- I co ty być beze mnie zrobił?- Jej głos był przesiąknięty ironią. Wskazała na hajcujące się ognisko.
Jaszczur podniósł do góry brwi i wstał.
- Zamarzłbym?
Dziewczyna bez słowa podeszła do ognia i usiadła przy nim. Keva poczuł przejmujący chłód. No tak...Nekena. Spojrzał boleśnie na dość cienki koc. Przez chwilę walczył z dumą, aż w końcu chwycił skraj materiału i, ciągnąc go za sobą, ruszył w stronę ogniska. Usiadł po przeciwnej stronie i okrył się dodatkowo kocem. Miał cichą nadzieję, że Pacynka się nie odezwie i będzie mógł spokojnie się zagrzać. Ona jednak zdawała się mieć inne plany na ten wieczór.
- Widziałam jak się na mnie patrzyłeś- mruknęła szczerząc się do niego.
Jaszczur nieśpiesznie zdjął maskę, ukazując przy tym pokaźną bliznę prowadzącą od prawej skroni do leżącego po lewej stronie pyska krańca hełmu. Odłożył przedmiot na bok, spojrzał na dziewczynę i odpowiedział jej najspokojniejszym tonem na jaki było go stać.
- Co ty mi tu imputujesz?- niemalże westchnął.
- Ależ nic!- zawołała nadal się uśmiechając.- Po prostu dzielę się spostrzeżeniem.
Keva zmrużył oczy. Droczy się ze mną. Jak ja tego nie znoszę...
- Zastanawiałem się jakim cudem tak małe rączki zdołają rozpalić ognisko- skłamał.

Pacynko?

poniedziałek, 5 października 2015

Od Kevy CD Jokasty

Co ja robię ze swoim życiem...pomyślał Keva wyciągając katary i ruszając w stronę dwóch towarzyszy tak zwanego, ,,Melvina". Nim jeszcze się do nich zbliżył miał czas by dość do prostego wniosku iż wpakował się w jakieś gówno. Szare, śmierdzące gówno.
Jeden z jego przeciwników miał w dłoni nóż, drugi zakrzywioną szablę. Z tym, że sposób w jaki ową szablę trzymał wskazywał na to, że więcej miał do czynienia z tasakiem kuchennym niźli bronią białą. Kevie prawie zrobiło się ich żal. Okaleczyć, rozczłonkować, poszatkować czy zabić? Reptilian nie mógł się zdecydować co będzie w tej sytuacji najodpowiedniejsze. Bynajmniej nie wątpił w zwycięstwo, o ile tamci nie udawali. A nawet jeśli, jakież były szanse, że przegra?
Jednocześnie gdzieś z tyłu rozbrzmiewała ostra gra słowna starych kompanów.
Spojrzał w oczy młodych mężczyzn stojących około pięć metrów od niego. Nie widział w nich strachu, ale idiotyczną w tej sytuacji pewność siebie. Patrzył długo. Nigdy nie lubił rozpoczynać walk. Już po pierwszym ruchu można to i owo wywnioskować.
- Ej, ty! Śnieżek! Długo będziesz tak stać? - zawołał ten z nożem- Bo mamy do pogadania z kimś jeszcze.
Albinos zmrużył oczy. Śnieżek? Poważnie? Keva poczuł niemal rozbawienie. Wielokrotnie już słyszał tego typu określenia i nie robiły na nim żadnego wrażenia. Z resztą jak i większość rzeczy, osób czy zjawisk, ale jednak miał ochotę by odpowiedzieć i chwilę pobawić się słowami. Nie, poza nimi jest jeszcze trzech. Nie będę się z nimi bawić. Opuścił katary.
- To choć złociuchny i mnie przesuń- powiedział wzruszając barkami.
Chłopak wyszczerzył się.
- Z przyjemnością.
Wystartowali jednocześnie, biegiem. Między nimi było jakieś pół metra. Keva czekał, obserwował. Idioci, będą dźgać pomyślał i w ostatniej chwili zrobił krok do przodu. Ugiął kolana i ,wykonując  skręt w biodrach, wcisnął się w szczelinę pomiędzy napastnikami. Jeszcze nim całkowicie go minęli wyrzucił ręce w bok i ciął jednego z półobrotu. Ten z wyższy zaliczył bliskie spotkanie z ziemią. Głośny skowyt przeszył powietrze. Rana była na tyle głęboka by przeżył, ale tylko jeśli ktoś zatamowałby krwawienie. Drugi odwrócił się i spojrzał z osłupieniem na towarzysza.
- Masz wybór- mruknął Keva prostując się i oglądając uważnie krew na katarze trzymanym w prawej ręce.
Nadal oszołomiony mężczyzna spoglądał to na towarzysza, to na jaszczura. Widocznie nadal nie docierało do niego co się w ogóle stało.
- No trudno- westchnął Keva i schował jedno ostrze. Wyciągnął nóż, wycelował i rzucił prosto w jego gardło. 
Albinos podszedł, wyciągnął nuż z ciała i spojrzał an drugiego. Już się wykrwawił. Strącił świerz jeszcze krew z metalu i powiódł wzrokiem ku miejscu gdzie wcześniej stali ,zwana Jokastą, Oczko i Melvin. Mężczyzna klęczał. Gapiowie, na których wcześniej Keva nie zwrócił uwagi, pokazywali go sobie palcami. Nieco dalej Pacynka wojowała i rozmawiała jednocześnie z dwoma mężczyznami. Jeden, niemal o głowę wyższy od albinosa, bezładnie wymachiwał maczugą. Drugi, niewiele wyższy od dziewczyny, przeskakując z nogi na nogę robił to samo z szablą. W tym braku koordynacji było jednak coś utrudniającego zadanie ciosu. Obaj stali blisko siebie chroniąc się na wzajem, a ich ruchy trudno było przewidzieć. Keva nieśpiesznym krokiem ruszył brzegiem utworzonej przez widownię areny. Jednego dnia ograbiasz kupców i popijasz whisky, a drugiego zabawiasz tłuszczę. Właśnie to miał w głowie Keva zachodząc ,,skupionych" bandytów od tyłu. 
Pacynka próbowała różnych zmyłek. Trudno jest jednak nabrać kogoś kto niezależnie od wszystkiego macha bronią z tym samym brakiem pojęcia. Schował katary i chwycił nóż w lewą dłoń. Zagwizdał.
Olbrzym odwrócił głowę ku Kevie, ale za raz znikła ona z pola widzenia jaszczura kiedy mocny, wycelowany w spód szczęki, sierpowy odrzucił ją do tyłu. Oszołomiony mężczyzna zachwiał się. Błysnęło ostrze sztyletu, i znikło pod żebrami. Gdy olbrzym upadł, poszerzając nieco pole widzenia albinosa, jego towarzysz klęczał przed Jokastą trzymając się za czerwoną plamę na lewym boku.

Jokasta?

sobota, 3 października 2015

Od Kevy CD Jokasty: Nowa grupa, co?

 Keva powiódł wzrokiem od dziewczyny do noża i z powrotem.
- Keva- odparł- Po prostu Keva.
Reptilian zmarszczył brwi. Może to i dobry pomysł? Ale z drugiej strony wypuścić się nie wiadomo gdzie z obcą kobietą, lubiącą uszkadzać stoły? Istniało też ryzyko, że będzie oczekiwała posłuszeństwa. Trudno, najwyżej go nie dostanie.
- Ciekawa propozycja- mruknął rzucając jej niezbyt przychylne spojrzenie- Ale powiedz mi proszę, co będę z tego miał?
Oczko zaśmiała się krótko. Oczko... pasuje.
- To co sobie wywalczysz- stwierdziła.
Źrenice Kevki zbliżyły się do siebie. Jego wzrok prześlizgnął się po ładnej twarzyczce dziewczyny i  zatrzymał na owych słynnych oczkach. Doszukiwał się w nich czegoś co wskazywałoby na kpinę. Było. Bynajmniej nie traktowała go na poważnie. Keva z głośnym westchnieniem odchylił się w krześle. Skrzyżował ramiona na piersi nie odrywając wzroku od dziewczyny.
- Niech będzie- mruknął- To do kąt najpierw?
Oczy Pacynki błysnęły, podobnie jak zęby. Zrzuciła nogi z blatu stołu i wstała z krzesła. Przez chwilę mogła popatrzeć sobie na niego z góry. Oparła rękę na biodrze. Emanowała pewnością siebie.
- A jakie to ma znaczenie?
Keva oparł łokcie o stół i wsparł głowę na splecionych palcach mimo iż za chwilę pewnie i tak będzie musiał wstać. Uniósł do góry jedną brew.
- Żadne.
- Świetnie!- zawołała- Więc idziemy!
To powiedziawszy ruszyła w stronę drzwi.
- Już pędzę- mruknął Keva dźwigając się z krzesła.
Podszedł do barku.
- Jeszcze raz to samo- mruknął spoglądając w stronę drzwi, za którymi przed chwilą znikła Pacynka.
Gdy spojrzał na swoją szklankę wypełniona była przezroczysty żółtawy płyn. Wyżłopał wszystko ciurkiem i rzucił na blat garść Neretów. Wyszedł na ulicę. Przy palikach stała Oczko z... kucykiem? W tej właśnie chwili Keva miał ochotę odwrócić się na pięcie i wrócić do knajpy. Pożałował też, że nie poprosił o kolejne dwie szklanki. Może wtedy nie zauważyłby tej drobnostki.
- No co tak patrzysz?- zawołała szeroko uśmiechnięta dziewczyna mimo, ze pewnie już znała odpowiedź.
Keva głośno wciągnął i wypuścił powietrze po czym przejechał cobie dłonią po prawej połowie twarzy, albo raczej pyska. To się nie dzieje na prawdę. Po prostu za dużo wypiłem.
- Nic, nic- rzucił podchodząc do uwiązanego trochę dalej wielkiego siwego ogiera.
Odwiązał jego wodzę i dosiadł. I bez tego górowałby nad pacynką, sytuacja niewiele się zmieniła gdy ta dosiadła kuca. Mimo tego ogromnego dystansu emanowała od niej duma, która pewnie, gdyby nie powaga Kevey, rozbawiłaby go.

Jadąc za Pacynką ulicami Keva nie wiedział co zrobić z twarzą. Ilekroć przechodnie na niego patrzyli czuł się lekko skrępowany, co było dla niego prawdziwą nowością. Gdyby patrzył na wszystko obojętnie ktoś mógłby pomyśleć, że nie widzi nic dziwnego w tej sytuacji, a to BYŁO dziwne. Na zmianę więc nieporadnie wykrzywiał pysk i doprowadzał go to porządku. Ostatecznie zdecydował się na obojętny wyraz twarzy. Zrezygnował jednak gdy Oczko zsiadła z kucyka przy stoisku z perfumami, biżuterią, środkami higieny osobistej i innymi rzeczami głównie dla kobiet przeznaczonymi. Rozpoczęła się głośna rozmowa ze sprzedawczynią, której Kevie nie chciało z się słuchać. Z trudem powstrzymał się od zakrycia twarzy dłońmi. Co ja robię...?
- No to możemy jechać- powiedziała upychając do juk stertę przedmiotów którym po nazwach wymienić po nazwie Keva nie umiał.Wiedział jedynie, że nie są to przedmioty niezbędne. Teraz wyglądam pewnie jak je ochroniarz. Milczący, skupiony na swojej robocie. Dziewczyna dosiadła kuca i ruszyła dalej. Jadąc z tyłu reptilian modlił się w duchu, mimo iż był ateista, by jechała po prowiant. Ku jego uldze zatrzymali się gdzieś pomiędzy rzeźnią,a stoiskiem z owocami i warzywami. Nie widział czy ona się wszystkim zajmie czy też powinien sam o siebie zadbać. Na wszelki wypadek kupił sporo suszonego mięsa i, podjeżdżając nieco dalej, świeży chleb. Zapakował wszystko do juk. Gdy spojrzał na Pacynkę była mocno zamyślona. Widział jak zerka na słońce, jak grymas wykrzywia jej twarz. Postanowił jej nie przeszkadzać. Niech myśli. Może nawet wyjdzie jej to na dobre. 
W końcu podniosła na niego wzrok i uśmiechnęła się złośliwie.
- Jedziemy- powiedziała i zawróciła kuca.
Z kierunku Keva wywnioskował, że wyjeżdżają z miasta. Powiódł wzrokiem po przechodniach. Jedni go ignorowali, inni wytykali palcami. Jeszcze inni rzucali mu nie ufne spojrzenia. Jestem odmieńcem, z masko-hełmem na łbie. Czego ja niby oczekuję?
Z zamyślenia wyrwała go dziwna, wręcz nienaturalna cisza. Rozmowy, szepty, i tupnięcia ustały. Koń zatrzymał się tuż za kucem, siedzącej sztywno, Pacynki. Wpatrywała się gdzieś w dal. Kevka powiódł wzrokiem nieco dalej. Od strony równin, w ich stronę zmierzało sześciu konnych. Reptilian nie widział ich z takiej odległości zbyt dobrze, ale zauważył, że jeden z nich nie miał części ręki. Jeźdźcy jednocześnie, nie zważając na liczebność widowni, obnażyli broń i lekko przyśpieszyli. Keva zmarszczył browi i ją powoli nawracać wierzchowca.
- Nową grupę, powiadasz?- mruknął.
 Jokasta?



piątek, 2 października 2015

,,Sprawiedliwość nie będzie istnieć dopuki jej nie wymierzysz"

Mathias by VictoriaDAEDRA
Imię: Keva. To nie jego prawdziwe imię, poprzedniego się wyrzekł.
Nazwisko: Uuu... Tego sam się nie wyzbył, to ojciec powiedział ,,nie jesteś moim synem". Po co miałby więc nosić jego nazwisko?
Pseudonim: Różnie na niego wołają. Większość jego przydomków stanowią nieprzyjemne epitety. Właściwie to poza nimi ma tylko jeden: Kevka.
Wiek: 22 lata
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Reptilian
Rodzina: Matka i brat. Ojciec wyrzekł się go, a on jego więc nie uznają się za rodzinę.
Miłość: Coś czarno to widzę. Wystarczy spojrzeć na Kevę by dojść do wniosku, że to podłe bydlę. A jaka kobieta lubi podłe bydlęta? A z resztą, i tak mu specjalnie nie zależy.
Aparycja: Jest dość wysoki. Liczy sobie coś pomiędzy 185, a 190 centymetrów wzrostu. Jak już się pewnie domyślasz to albinos. Jest dość silny, na tyle by jedną ręką unieść niezbyt rosłego mężczyznę za koszulę. Nie jest jednak powolny, więc nie licz, że łatwo przed nim uciekniesz. Wszystko chyba dobrze widać. Warto tylko wspomnieć, że od lat nie założył ubrania w kolorze innym niż czarny lub, względnie, czerwony.
Charakter: Ou... Keva jest dość...nieprzewidywalny. Nie idzie przewidzieć jego reakcji. Nigdy nie możesz być pewien. Może i udzieli ci odpowiedzi na pytanie, ale nie wiadomo czy podczas jego wypowiedzi będziesz stać przed nim czy pod ścianą z jego łapami na gardle. Nie oszukujmy się. Keva nie brzydzi się morderstwem, kłamstwem czy zadawaniem bólu, ale na ogół nie czerpie z tego przyjemności. Zemstę uważa za coś naturalnego, sposób na pozyskanie tak zwanej ,,sprawiedliwości". Nie nazwałabym go ani półgłówkiem ani geniuszem, no chyba, że porównywałabym go tylko do większości reptilian. Do innych istot rozumnych odnosi się zazwyczaj niezbyt przyjemnie, ale nie nazywajmy go od razu podłym albo złośliwym, raczej nieznośnie poważnym, mało kto widział by kiedykolwiek się zaśmiał, chodzą nawet słuchy, że to efekt jego mutacji. Na ogół trudno go rozdrażnić, ale jeśli uderzysz we właściwy punk (a może właśnie niewłaściwy?) niechybnie zawiśniesz nad podłogą. Z samego jego spojrzenia można wywnioskować, że nie ma ochoty na żarty z nieznajomymi. Do puki nie zyskasz jego zaufania, nie licz na przyjacielskie pogawędki. To realista, całe życie, nawet emocje traktuje jak jedną wielką grę. Walkę o przetrwanie w tym bezlitosnym świecie. W tej grze jesteś dla niego jedynie pionkiem. Awansujesz zyskując sobie jego zaufanie i sympatię. Może wtedy obdarzy cię uśmiechem lub mniej ironicznym i pogardliwym spojrzeniem. Co innego gdy zyskasz jego szacunek. Jeśli uzna cię za równego sobie możesz liczyć na w miarę znośne traktowanie. Może nawet zacznie cię brać całkowicie na poważnie. Gdy uzna cie za lepszego, będzie też tak na ciebie patrzeć. Może nie z uległością, zachwytem czy szacunkiem, ale nie z pogardą, a to już spory sukces. Warto też wspomnieć, że nie lubi się przywiązywać i wystrzega się bliższych relacji.  Nie znosi ukazywać swego, ukrytego pod maską ,,drugiego ja". Czasem jednak wypływa mu na wierzch w postaci śmiechu.
Stanowisko: Bandyta (czasami robi też za skrytobójcę).
Przynależność: Niegdyś Nekena, teraz nie ma już praw obywatelskich.
Pochodzenie: Nekena
Broń: Sztylet i dwa dość duże katary, które nosi zwykle w pochwach na plecach.
Umiejętności: Keva do perfekcji opanował walkę katarami ([KLIK]). Wprawnie posługuje się też pięścią lub sztyletem, którym nierzadko rzuca (głównie dla zabawy). Jest też nie najgorszym kuchcikiem.
PP: 11
Towarzysz: Brak
Wierzchowiec: Nie posiada ,,stałego" wierzchowca.
Właściciel: CezarLunarny